SRT – tydzień czwarty

Po takim tygodniu musiałem odpocząć – poniedziałkowym rankiem znów zaszyłem się pod kołdrą. Czekał mnie tydzień mniejszej objętości, co nie oznacza gorszej jakości. Ta – życzyłbym sobie aby była na lepszym nawet poziomie.

Wtorek

10 podbiegów po 150 metrów, 4% nachylenia. Pogoda była strasznie kieprawa, mróz i wiatr. Nie czułem też 100% regeneracji po niedzieli, ale odpowiadanie sobie o 5 rano na pytanie „czy jestem wypoczęty  gotowy na trening” ma średni sens. Niemniej podbiegi wyszły baaardzo sprężyście. Na tyle bardzo, że rankiem następnego dnia nie wstałem o czasie..

Środa

Sesję 5 kilometrówek rozpocząłem po 22:00. Na koniec dnia nie miałem na bieganie ani ochoty ani sił. Wyszedłem ostatkiem sił woli i powoli, krok za krokiem rozpocząłem bieg. Pierwsza kilometrówka 3:30, następna – 3:27

Jest dobrze – pomyślałem

Niestety podbieg na trzeciej i problemy żołądkowe spowolniły trzeci odcinek do marnych 3:37. Na czwarty i piąty interwał ruszyłem z dużym zapałem, cóż z tego, skoro przyczepność spowolniła mnie do 3:35 i wreszcie do 3:32. I może bardziej bym się nawet zmartwił, gdybym wszedł w wyższą kadencję by wyrzeźbić takie czasy. A powyższe weszły ze spokojnymi 162-165 spm i długim na 170cm sprężystym krokiem i z zapasem w płucach.

Czwartek

Wolne. Po tak późnym treningu w środę, wychodzenie rankiem nie miało sensu.

Piątek

Mango殺

Spokojne 10km po zaśnieżonych chodnikach. Zimno i ślisko, zaliczyłem spektakularną glebę na dupę i kilka niekontrolowanych uślizgów. Przyszła też czwarta para Nike Zoom Fly 3, które zamówiłem w ramach pocieszenia (i zwrotu $) reklamowanych New Balance Fuelcell TC.

Rozerwana cholewka Fuelcell TC. Reklamacja uznana!

Sobota

Fartlek – 2 serie po 10 minutówek z przerwą 1 minuta. Czy to efekt nowego buta, czy też całego stycznia – cały trening udał się bardzo dobrze. Dobra kontrola ruchu, oddechu i tempa, prędkości 3:30-3:15 bez długu tlenowego, z rezerwą oddechową. Krok 175-190 cm, 165-169spm.

Niedziela

Spokojny 15km trucht po ubitym, twardym i śliskim śniegu. Zwracałem szczególną uwagę na szeroki krok i pronację. Zaliczyłem spektakularną glebę z poślizgiem wśród przechodniów na deptaku nadmorskim. Naturalnie pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było wciśnięcie pauzy w Garminie, potem w słuchawkach. Wstałem i rozejrzałem się dookoła – para przechodniów z niepokojem przyglądała mi się pytająco, czy wszyskto w porządku.

Trochę zmęczył mnie bieg, więc chciałem się choć na chwilę położyć i odpocząć

Odparłem werbalnie i z szelmowskim uśmiechem na ustach pomknąłem w swoją stronę.

Ostatnie 2 tygodnie pokazały, że skrócenie odcinków podbiegów z 200 do 150metrów to był dobry pomysł. Kilometrówki i Fartleki wreszcie przestały być walką o życie a stały się mocnym treningiem z lepszym i pewniejszym krokiem. To dobry zwiastun na luty, w którym czeka nieco więcej pracy na wyższych prędkościach – o tym niebawem w osobnym poście. Stay tuned!