SRT – Tydzień drugi – odpoczynek

Skończyłem drugi tydzień swojego planu, właściwie to już powoli kończę trzeci. Poprzedni zasiał jednak pewne wątpliwości w środki które w nim zastosowałem, więc zachowawczo przyhamowałem zanim wpadłbym w niekontrolowany poślizg..

Poniedziałek

Zaczynam dostrzegać że planowanie dnia wolnego ma pewne zalety. Pierwsza – regeneracyjna jest oczywista. Ale też zupełnie inaczej planuje się dzień, sen i cały poprzedni dzień wiedząc że następnego dnia można nieco dłużej pospać. Normalnie besos.

Wtorek

W dzienniczku wpisałem „Była niezła pizgawica” i faktycznie wiało niemożebnie. Zaplanowane 10 podbiegów wykonałem mocno, miało się wnet okazać że trochę przesadziłem. Ale że noga podawała, ciało sprężynowało, to sadziłem dłuuugie susy nie bacząc na przeciążenia..

Środa

..by z zaplanowanych 7 kilometrówek zrobić 3 i wrócić grzecznie do domu. Nie miałem sił, nie miałem ochoty. Po prostu człowiek – flak.

Czwartek

Znów odpoczynek, znów się wyspałem…

Piątek

W planie były podbiegi ale nie miałem na nie siły. Krótkie rozbieganie i na koniec 10 trzydziestosekundowych przebieżek – tyle byłem w stanie zaakeptować wiedząc że następnego dnia czeka dość mocny fartlek.

Sobota

Spadło tyle śniegu że o fartleku nie było mowy. Pobrodziłem trochę w nieubitym jeszcze śniegu zaliczając rankiem 17 powolnych kilometrów. Dalsza część dnia to wypad na krótkie sanki i wykopywanie auta ze śniegu.

Niedziela

13 kresek na minusie skutecznie mnie odstraszyło. Nigdy nie byłem zimnolubem, trening w takim mrozie to dla mnie nic przyjemnego. A że w planie też wolne, to bez wyrzutów sumienia zostałem w domu.

Tydzień zamknąłem z liczbą 57 kilometrów. Troszę mało, nawet jak na odpoczynek. Co jednak ważniejsze – mimo odpoczynku nie miałem siły na środowy mocny akcent. Myślę że mogę się zbyt mocno podpalać na tych podbiegach, trudno jest przedłożyć pracę nad techniką nad pracę z czasem „ja nie pokonam tego podbiegu szybciej?” często nawet nieświadomie wygrywa z „pamiętaj o niskim zejściu na nogę poporową, długim kroku, aktywowanym pośladzie i mocnym wychyleniu do przodu” Dlatego myślę na początek o niewielkiej zmianie odcinka z 200 do 150metrów. To tylko 50 metrów mniej, ale wszyscy wiemy że to ostatni odcinek podbiegu jest najtrudniejszy:)