SRT – ulga

Czwarty miesiąc próby zmiany techniki biegu dobiega końca. Wciąż jeszcze nie uznałem tego procesu za zakończony, choć do starej techniki nie mam zamiaru wracać. Eksperymentuję z pozycją, pracą rąk, wypchnięciem bioder, wypatruję momentów kiedy pewna szczególna synchronizacja tych składowych daje złudzenie „darmowego” napędu.

Niestety poczucie to jest ulotne, nie potrafię w pełni nad nim panować, stąd nie mogę uznać zmiany techniki biegu za dokonaną. Natomiast wreszcie zacząłem odczuwać ulgę w bólach które tej zmianie towarzyszyły, a na prędkościach ~16km/h przemieszczam się coraz swobodniej. Poprawa jest tak odczuwalna, że kliknąłem „zainteresowany” na wydarzeniu 4 Gdańsk Maraton.

Na łamanie 2:30 nie mam podstaw, lecz widzę spore szanse na dociągnięcie formy na wynik poniżej 2:45. Nadchodzące tygodnie jeszcze zweryfikują to podejście, lecz jestem dobrej myśli. Poprawę samopoczucia potwierdza też Garmin

Spadek i wzrost wydolności po zmianie techniki biegu. Perspektywa czasowa – 6 miesięcy


14 lutego na świat przyszedł Gniewko. Nie posiadamy się z E. z radości:) Nasze życie w jednej chwili zmieniło się o 180 stopni. Nie oznacza to jednak końca treningów czy biegania, nie oznacza też przede wszystkim zaniedbania maleńkiego – tylko wyzwanie z (jeszcze;)) lepszą organizacją czasu.

Niektórzy z Was pytają o bieganie z wózkiem. Dla mnie trening pozostaje treningiem, a czas spędzony z synkiem pozostaje czasem spędzonym z synkiem. Nie chcę łączyć tych światów. Nie chcę pchając wózek zerkać na Garmina, nie chcę człapać na granicy chodu. Nie chcę liczyć na to, że w trakcie biegu Gniewko się nie zbudzi, abym mógł zaliczyć zaplanowany dystans.

Tytułowe foto: Amelie Photo