SRT – A i B

Trening w niedzielę jest zazwyczaj wisienką na szczycie tortu, creme de la creme tygodniowego rozkładu jazdy. Czasu zarówno na trening jak i regenerujący sen jest wtedy najwięcej.. o ile nie przestawi się budzika kilkakrotnie. Gdy w końcu zwlokłem się z łózka, czasu na trening nie zostało już tak wiele. O 6:50, w butach i koszulce startowej wybiegłem w samym sercu mazurskiego lasu.

Bieg miał dla mnie 2 aspekty. Pierwszy – oczywisty – wartość treningowa. Podjąłem 22 kilometry BNP (Biegu z Narastającą Prędkością) na dość pofałdowanej, asfaltowej trasie. Kluczowe było dobranie takiej szybkości biegu, która przy zachowaniu względnego komfortu, pozwoliłaby w drugiej części dystansu przyspieszyć i fniszować na ostatnich – wciąż pagórkowatych kilometrach. Cel poboczny to takie pokonywanie podbiegów, by na następujących zbiegach być w stanie aktywnie przyspieszyć, odrobić straty, uspokoić oddech i odzyskać siły. Wszystko udalo się zrobić, 22km ze średnią 3:51+2km schłodzenia. Wróciłem styrany, spocony i szczęśliwy. 120 kilometrów w tygodniu – odhaczone.

Wieczorem wjeżdżam do tunelu pod Martwą Wisłą. Po czterech dniach pobytu w lesie widok betonowej konstrukcji takich rozmiarów staje się fizycznie bolesny. To druga warstwa treningu – przemyślenia. Pomiędzy poszczególnymi zerknięciami na zegarek, klnięciem w myślach na podbiegach i radością na zbiegach, wcisnęła się zaduma. Spędzałem tam czwarty dzień. Z dala od wielkich miast, wokół właściwie tylko jeziora i lasy. Przypomniałem sobie wtedy lekcje geografii ze szkoły podstawowej – Polska A i B. Że A znaczy fajnie, a B jest be, tu chwała – tu chała. Tymczasem, moje odczucia są zupełnie inne. Kraina niezmierzonych lasów, gęstej sieci jezior i rzek przyciąga swoim urokiem z zaskakującym magnetyzmem. Bledną przy niej szybkie samochody, które na nic się zdadzą na krętych drogach, smartfony z padającą baterią i bez zasięgu. W wiele miejsc sprawniej można przedostać się łodzią lub rowerem, a zamiast telewizji obejrzeć zachód słońca.

DSC_0114


Nie mam żadnego zdjęcia z treningu. Nawet nie próbowałem zabierać telefonu na trening. Wszystkie wspomnienia są w głowie, a gdy zbledną – będzie to znak by wracać 🙂