Zgodnie z planem

Mija pierwszy tydzień po kontuzji, w którym wszystko udaje mi się wykonać tak, jak zaplanowałem. Nie odpuszczam treningów, biegam zaplanowane dystanse i tempa.

Poniedziałek

Rano 10km człapania po Gdańsku. Wstałem odrobinę za późno, i ledwo zdążyłem zrobić trening. Po południu 12km na bieżni, w tempie 15-16km/h. Do tego dobiłem nogi ćwiczeniami – serie przysiadów ze sztangą, uczyłem się też martwego ciągu. Nie wiem, czy robię go dobrze.

Wtorek

Przypomnienie sobie, po co nastawiłem budzik po pięciu godzinach snu, zajęło mi dłuższą chwilę. Nogi obolałe po treningu który odbyłem raptem 10 godzin wcześniej. Jakoś wyszedłem i jakoś zmusiłem się do treningu siły biegowej – 7 serii skipów po 150m. Obawiałem się, jak to zniesie achilles, lecz bezpodstawnie – w sumie po 17 kilometrach wróciłem do domu.

Środa

Nie wiem, jakim cudem udało mi się wstać. Nogi zesztywniałe, obolałe nie chciały współpracować. Miałem przeczucie, że to będzie fatalny bieg. Nic z tego – po sile biegowej nogi niosły aż miło! Nie mogłem uwierzyć, że na zaśnieżonym deptaku nadmorskim utrzymałem tempo ~3:50 w drugim zakresie! Takie treningi dają mnóstwo motywacji, której właśnie wtedy potrzebowałem.

Ledwo dotrwałem do wieczornej sesji na siłowni, gdzie grzecznie przeczłapałem 10km i poćwiczyłem siłowo – głównie łydki, marsz wykrokiem z obciążeniem, ćwiczenia brzucha.

Untitled

Wieczorem Garmin pokazał ponad 5000 spalonych kalorii. Nie pytajcie, ile jadłem:)

Dziś

Zadbałem o późniejsze przyjście do pracy, dzięki czemu wycieczkę biegową mogłem zrealizować za dnia. Spodziewałem się zachwycającego wschodu słońca (wczorajszy był taki) i porcji dobrej energii, tymczasem biegło się raczej nudno i szaro. Człapałem powolutku, dopiero na ostatnie kilka kilometrów nieco przyspieszyłem.

DSC_0212.jpg

Teraz czeka luźniejszy lub zupełnie odpoczynkowy piątek, i weekend z kolejną Siłą Biegową, i dłuższym Biegiem Ciągłym. Do maratonu ledwie 79 dni:)