Odpoczynek po maratonie

Zazwyczaj wznawiałem treningi następnego dnia, a najwyżej 2 dni po maratonie. Tym razem na pierwszy trucht wyszedłem dopiero czwartego dnia po zawodach, i okazało się to dobrym wyborem. Odpocząłem na tyle, że kolejny – czwartkowy trening podjąłem próbę biegania ze śródstopia. 

Załatwiłem sobie tym biegiem łydki na 3 dni, z trudem chodziłem, a tydzień zamknąłem z ledwie 20km na liczniku. Tym sposobem odpocząłem od maratonu zupełnie.

W porównaniu do poprzednich 8 maratonów, zregenerowałem się szybciej, biegając znacznie mniej. Pamiętam, że wcześniej po 9 dniach zaczynałem dochodzić do siebie – dziś mija 10 dzień, a ja mam już za sobą 2 mocne treningi na bieżni w siłowni. 

Myślę, że warto pozwolić sobie na takie lenistwo po maratonie – nie ma sensu narażać nadwerężonych i zesztywniałych ścięgien i mięśni. Moja kontuzja, która rozpoczęła się po niewystarczającym odpoczynku po majowym maratonie, pokazuje to dobitnie.

Końcówkę sezonu postanowiłem poświęcić choć trochę szybkości. To element, którego zdecydowanie zabrakło w mijającym sezonie, podobnie jak sprawdzianów na krótszych dystansach. Nie pobiegnę już żadnych zawodów, ale liczę na wyrobienie zapasu szybkości, lekkiej nogi, i przyzwyczajenia do wysiłku beztlenowego. 

Tak rozpędzony chcę w listopadzie rozpocząć przygotowania do 3 Gdańsk Maratonu. Czasu będzie aż nadto, by wytrenować się na życiówkę. Prawo jazdy zdałem za czwartym razem, więc z magicznym 2:40 może być podobnie.