Światełko w tunelu

Wspominałem ostatnio o kontuzji. Ci z Was, którzy obserwują moje treningi na Stravie, Endo, czy GarminConnect, wiedzą, że nie przerwałem treningów. Ograniczyłem nieco kilometraż, odpuściłem też 2 mocne treningi w niedzielę.

Jest lepiej. Po każdym treningu rozciągam się staranniej niż wcześniej, ponadto dołożyłem rozciąganie pasma. Oprócz tego, wzmacniam mięśnie pośladów ćwiczeniami – odwodzenie prostej nogi stojąc, oraz odwodzenie ugiętej nogi „na czworaka” Drugie ćwiczenie przypomina unoszenie nogi przez psa oznaczającego teren:)

Wspomnienie bólu w kolanie i perspektywa jego powrotu na razie odstraszają od dłuższych wycieczek, katuję więc szybkość podczas treningów tempowych. Tuzin czterystumetrowych odcinków potrafi nieźle dać w kość, oraz podnieść komfort podczas wolniejszych biegów. Jest też ciekawą odskocznią od monotonnych treningów maratońskich. W 2014 roku dzięki treningom tempowym, poprawiłem czas w maratonie o 9 minut (Dębno – 2:58:49, Maraton Solidarności – 2:49:29) w ciągu 5 miesięcy. Cały maj i czerwiec podstawę treningu stanowiły wtedy treningi powtórzeniowe, na niekomfortowych szybkościach. Gdy wróciłem do biegów ciągłych, tempo przelotowe utrzymywałem już kilka sekund/km wyższe:)

Dzisiaj biegałem właśnie takie czterysetki, z przerwą w truchcie podobnej długości. Zaskoczyła mnie łatwość, z jaką osiągałem tempo 3:30 podczas dobiegu na miejsce – ledwo zahaczyłem o 3 zakres tętna (o jedno uderzenie/min). Tempo powtórzeń próbowałem utrzymać w okolicy 3:10-3:00. Nie pamiętam już na którym odcinku zaobserwowałem, że wykorzystując sprężystość (ścięgien, mięśni, bioder??) podczas lądowania i wybicia, można – sadząc dłuższe kroki – z większą łatwością biec szybciej. Dystans pokonany w fazie lotu, jest przecież za darmo:)


Tytułowe zdjęcie jest z niedzielnego spaceru w Chłapowie. Przedstawia światło w tunelu, a właściwie 3 🙂