Kontuzja

Prawie cały poprzedni tydzień upłynął pod znakiem problemu z kolanem. Czułem, że coś z nim jest nie w porządku jeszcze przed Biegiem do Źródeł – ale ponieważ ciężko było to nazwać nawet dyskomfortem – nic nie zrobiłem. Kolejne dni, to równia pochyła:

Niedziela – 20km truchtu – prawie bolało
Poniedziałek – 16km narastająco +5km na siłowni – coś pobolewało
Wtorek – 13km – ostatni kilometr mocno zakłuło
Środa – 20km rozbiegania rano + 10km żwawo wieczorem – bolało tylko rano
Czwartek – Planowałem ~52km wycieczkę biegową.

Już po 12-13 kilometrach poczułem ćmienie w kolanie. Kontynuowałem bieg, lecz co 2 kilometry musiałem zatrzymywać się na rozciąganie. Ból z boku kolana doskwierał coraz mocniej i mocniej, i zacząłem kaleczyć technikę przy każdym kroku. Mając 29km w nogach, dokuśtykałem się do Kolbud, gdzie urządziłem postój w nadziei, że po dłuższym odpoczynku dam radę dotrzeć do samochodu, od którego dzieliło mnie jeszcze 16 kilometrów. Tak się nie stało – ból narastał do tego stopnia, że niektóre kroki kończyły się jęknięciem. Po 31 kilometrach zatrzymałem się. Zrozumiałem, że nie ukończę tego treningu.

Wieczorem przeczytałem cały internet w poszukiwaniu odpowiedzi. Oczywistym jest, że powinienem iść do lekarza, zdiagnozować problem i dopiero rozpocząć leczenie – ale – kto miał kontuzję – i nie próbował „leczyć” się sam – niech pierwszy rzuci kamień. Objawy zbyt dobrze pasowały do dość popularnego wśród biegaczy ITBS. Dodatkowo przekonywał mnie fakt, że ostatnie miesiące mocno zaniedbałem ćwiczenia uzupełniające, a rozciąganie traktowałem pobłażliwie. Za to zwiększałem objętości do 160 kilometrów tygodniowo, zwiększałem szybkości i ilości intensywnych treningów.

Wskazania Garmina też pasowały do tej tezy – czas kontaktu prawej stopy z podłożem przez ostatnich kilka tygodni stawał się powoli coraz dłuższy od lewej, ale nie wiedziałem, jak to zinterpretować.

Przyczynę powstawania dość dobrze pokazuje zdjęcie tytułowe – słabe (czytaj: nie wzmacniane) mięśnie tyłka, nie są w stanie udźwignąć biodra i utrzymać go poziomo podczas biegu. Przez to naciągane jest pasmo biodrowo-lędźwiowe (ITB – Iliotibial Band),  co prowadzi do jego przeciążaenia.

Jeszcze w czwartek rozpocząłem wdrażanie zestawu ćwiczeń naprawczych, wraz z rozciąganiem. Masowałem kolano maścią przeciwzapalną, i odpuściłem piątkowe rozbieganie.

W sobotę wyszedłem pobiegać „na próbę” – i wróciłem po 15 kilometrach bez bólu. Czas kontaktu stopy z podłożem wskazywał na lepszą równowagę pomiędzy stopami. W niedzielę znów odpuściłem – trochę „na wszelki wypadek” ale głównie przez lenistwo:)

Poniedziałkowa dyszka z rana również minęła bezboleśnie. Biegłem swobodnie, bez spięcia. I wszystko byłoby w porządku, ale jakoś inaczej mi się biega – nie mogę uciec myślami gdzieś daleko – one wciąż krążą wokół kolana.