Im więcej, tym lepiej

Te słowa dokładnie opisują to, co dzieje się ostatnio w moim treningu. Nigdy tyle nie biegałem – a ostatnie tygodnie to co najmniej 8 biegów w tygodniu. Gdy zauważyłem, że w marcu przebiegłem ponad 600km, zastanawiałem się, czy nie zdjąć nogi z gazu. Ale czułem się zbyt dobrze, nie chciałem pozwolić, by szczyt formy przyszedł zbyt wcześnie. Więc zamiast wyluzować, postanowiłem jeszcze dokręcić śrubę.

Capture

dokręcanie śruby..

Pisałem w lutym, że zastanawiam się nad planem Greifa, na ostatnie 8 tygodni przed maratonem. Nie podjąłem go – obawiałem się, że nie uda mi się do niego dopasować. Natomiast nie mogłem przejść obojętnie wobec jednego ze stwierdzeń jego autora:

Pomiędzy 30 a 35 km tkwi ok. 25% skuteczności tego treningu na długim odcinku

Długie wybiegania o długości 30-35km wykonuję w każdy czwartek, i na żadne nie zabieram jedzenia i picia. Początkowo było to bardzo trudne, a ostatnie 10km pokonywałem powłócząc nogami, na granicy wycieńczenia. Pojawiało się też pewne charakterystyczne uczucie, które łączyłem z przestawieniem się organizmu na pozyskiwanie energii z tłuszczu, po wykończeniu glikogenu. Jednak z czasem granica wycieńczenia zaczęła się przesuwać, i byłem w stanie zakończyć bieg serią przebieżek, czy też przyspieszeniem na ostatnich kilometrach. Wciąż pojawia się znajome uczucie przełączenia rodzaju paliwa, ale nie powoduje spadku wydajności biegu.

Z czasem powyższe wycieczki przestały też wpływać na mocne treningi w niedzielę. (może dzięki temu, że E. zawsze czeka w czwartek z obiadem?:) ) Nie mam więc wymówek, by nie dawać z siebie wszystkiego podczas BNP, które wydłużyłem z 18 do 20 kilometrów.

IMG_20160410_173643

Obiad by E. może tu jest klucz do dyspozycji:)

Wiem, że dobrze jest wystartować w zawodach na krótszym dystansie (10km, Półmaraton) przed docelowym startem w maratonie, w celu sprawdzenia. Jednak żaden bieg mi nie pasuje, a trochę szkoda mi tygodnia mocnego treningu, który trzeba poświęcić, by nieco odpocząć przed takim startem (i/lub po nim). 7 maja odbywa się Bieg Europejski w Gdyni, nad którym się waham. Jeśli pobiegnę dobrze – to będę miał podstawy do oszacowania tempa na maraton, ale jeśli nie – będę miał duży problem i demotywator na ostatni tydzień. Nie wiem, więc, czy w ogóle tam wystartuję.

Nigdy wcześniej nie biegałem tak dużo i tak szybko. Wchodzę w życiową dyspozycję, i trochę zaczynam się bać. Maraton za 24 dni – czy forma nie przyjdzie za wcześnie? Jakim tempem pobiec?