wycieczka za 3 złote

Tyle kosztuje mój powrót z pracy – komunikacją miejską. W tłoku, korkach i hałasie. Tyle wziąłem ze sobą na dzisiejszą wycieczkę biegową, i zdecydowałem wrócić na własnych nogach. Opłaciło się? Zapraszam do lektury:)

Wstęp

Chłodny wiatr odczułem jeszcze zanim rozpocząłem bieg. Nie sprawdziłem wcześniej pogody, a będąc pewnym wysokiej temperatury, ubrałem się jak na lato.  Mroźny wiatr bezlitośnie odzierał mnie z ciepła wydzielanego podczas biegu. Chwilami ustawał, tylko po to, by za chwilę kolejne smagnięcie było bardziej przykre.

Brak energii

Kilometry, a właściwie metry pokonywane w takich warunkach dłużyły się w nieskończoność. Spoglądanie na wskazania Garmina tylko mnie dobijało, a po trzecim kilometrze zacząłem odczuwać, że nie do końca panuję nad techniką, i co gorsza równowagą. Przed zatrzymaniem się powstrzymywał mnie jedynie wiatr oraz niechęć przedłużania tej tortury. Jednak mój stan się pogarszał i miałem wrażenie, że przed oczami robi mi się ciemno, więc po 6 kilometrach wpadłem do sklepu w Straszynie. Z portfelem zasobnym w 3 złote musiałem znaleźć rozwiązanie.

Czekolada była poza zasięgiem, wiec zdecydowałem się na holenderskie ciasteczka. Bez czekolady – za te z polewą również nie byłem w stanie zapłacić zawartością kieszeni biegowych spodenek.

Zjedzenie opakowania suchych ciastek, bez picia, dygocąc z zimna, nie było łatwym zadaniem. Nie było też szybkie i przyjemne, a wiatr nie zrobił sobie przerwy. Wychłodziłem się jeszcze bardziej, ale uczucie bliskie omdleniu minęło. Mogłem dalej biec. Ruszyłem.

Bieg na ciastkach

Przez kolejne 18 kilometrów nie rozgrzałem się. Spotkałem sarnę, która pozwoliła minąć się w odległości 5 metrów. Nie uciekła – nie zatrzymałem się. Próbowałem cieszyć się z harmonii z naturą, że moja obecność nie płoszy zwierzyny, ale wiatr i zimno wciąż były tematem numer jeden.

Zbiegając w dół Doliną Strzyży spotkałem Michała – tego który towarzyszył mi na rowerze przez kilka kluczowych kilometrów podczas ostatniego Maratonu Solidarności. Wtedy cierpiałem z powodu upału, tym razem wręcz przeciwnie:) Trzy wspólnie pokonane kilometry, to jedyny odcinek, na którym zapomniałem o zimnie – Dzięki!

Dom

Gdy każdy pobiegł w swoją stronę, puściłem nogi i biegłem coraz szybciej – z górki. Wiedziałem, że E. będzie czekała z obiadem, i chętnie posłucha mojej opowieści. Myśli o chłodzie zastąpiła duma z pokonanych 32 kilometrów. Za tydzień z pewnością wybiorę się na kolejną wycieczkę, ale dzisiejszą będę długo pamiętał – to świetnie wydane 3 złote;)