Wyczuwają strach z daleka

Piątek w poprzednim tygodniu doprowadził mnie na skraj wyczerpania. Niestety weekend nie przyniósł regeneracji, a ciężką pracę przez 2 dni i ledwie 8 godzin snu. Kiedy wreszcie wyspałem się z niedzieli na poniedziałek – ponad 6 godzin (!) Czułem się jak nowo narodzony:)
Natychmiast nagrodziłem się szybką dychą w 39 minut na siłowni. Rozpędu starczyło mi jeszcze na rozbieganie we wtorek. Ale gdy miałem dziś wstać biegać po ciemku w lesie, po trzykrotnym przestawieniu budzika, odpuściłem.

Planowany kros postanowiłem wykonać wieczorem. Zmieniłem też miejsce, na lasy Oliwskie, zaczynając z ulicy Abrahama. Trasę miałem w pamięci, gdyż truchtałem tam kilka razy wczesną jesienią. Po 2-3 kilometrach, kiedy dostrzegłem kolejną parę wlepionych we mnie, świecących z mrocznej oddali oczu, dotarło do mnie, dlaczego tak nie lubię krosów. Ja po prostu się bałem! I świadomość irracjonalności tych lęków niczego nie zmieniała. Czułem się obcy, obserwowany i bezbronny. Słaby i wystawiony na łaskę przyrody. Byłem też pewien, że właściciele tych oczu wyczuwają mój strach z daleka.

Biegłem coraz szybciej, ale wysiłek nie przynosił satysfakcji. Zmęczenie w krosie choć pożądane, jest niebezpieczne – coraz łatwiej  o nieuwagę i fałszywy krok. Dziś nie uniknąłem potknięcia o korzenie, i z trudem utrzymałem równowagę. Na szczęście jest już z górki – krosów pozostało mi już tylko 5 treningów.

Post navigation