Jak nie zacząć biegać

Popularność biegania już dawno przekroczyła poziom przy którym można byłoby mówić o tym jak o chwilowej modzie. Coraz go więcej i coraz „wszędziej”. Maratony zachęcają do udziału reklamą w telewizji, w każdy weekend odbywają się dziesiątki biegów na terenie całego kraju. Z pewnością przekłada się to też na nakłanianie do rozpoczęcia przygody z tą dyscypliną tych, którzy wcale nie mają na to ochoty. Którzy tego nie lubią, nie zamierzają polubić, których to irytuje. Dziś postaram się wejść w ich skórę, i dać im kilka argumentów do rozmowy z ,czasami zbyt nachalnie, niosącymi kaganek „bieganizmu”

Jest nudne

Trudno się z tym nie zgodzić – powtarzanie tego samego ruchu przez kilkanaście – kilkadziesiąt minut może być bardzo nudne. Szczególnie, jeśli już wszystkie trasy w każdą stronę zostały pokonane dziesiątki i setki razy. Zdjęcia przedstawiające uśmiechniętych biegaczy na słonecznej łące, to niestety utopia. Bo statystyczny trening odbywa się po ciemku (rano lub wieczorem), jest smutno, często wieje, czasem pada. Przebiega w samotności, którą nie każdy dobrze znosi. Słowem: sama nuda!

To wyciąganie pieniędzy

Jak wytłumaczyć fakt, że but który na początku sezonu kosztował kilkaset złotych, staje się nawet dwukrotnie tańszy w momencie wprowadzenia nowego modelu, w którym dokonano jedynie kosmetycznych zmian w cholewce, bądź kolorystyce? Jak wytłumaczyć fakt, że obuwie „minimalistyczne” a zatem pozbawione wszelkich wyrafinowanych systemów amortyzacyjnych i stabilizujących, ma bardzo wysoką cenę? To samo tyczy się ubioru – nowości wprowadzane na rynek są zawsze znacznie droższe, a po kilku miesiącach można kupić je po obniżonej cenie, kiedy są wypierane przez model o tak naprawdę niewiele różniącej się funkcjonalności, ale na pewno lepszej, modniejszej kolorystyce. Dla mnie problem stanowią też sklepy stacjonarne, oferujące bardzo często przestarzałe kolekcje po wysokich cenach. Jeśli ktoś choć trochę nie jest oczytany w zakresie „ciuchologii” i „obuwiologii”, w takich sklepach z pewnością straci.

Zabiera czas

15 minut ubierania, 15 minut rozbierania, do tego prysznic, pranie, i z półgodzinnego treningu wychodzi już ponad godzina. Można ją przecież lepiej spożytkować – pobawić się z dziećmi, zrobić zakupy, ugotować obiad. To, że nie pobiegasz, wcale nie oznacza, że posiedzisz na kanapie przed TV z piwem i czipsami, jak bezmyślnie i krzywdząco sądzą, dualnie postrzegające świat, rzesze biegaczy.

Nie przydaje się w życiu

Bieganie nie angażuje całego ciała w sposób, który zapewnia mu dobry rozwój. Dowodem niech będzie konieczność stosowania dodatkowych ćwiczeń uzupełniających w celu uniknięcia przeciążeń i kontuzji. Człowiek w dzisiejszych czasach nie musi polować i biegać wiele godzin za zwierzyną – wystarczy krótki sprint do autobusu. Osobiście sądzę, że znacznie bardziej przydatnym byłby trening funkcjonalny, siłowy, jak najbardziej zróżnicowany. Taki, który pomoże utrzymać wyprostowaną sylwetkę przy siedzącej pracy, donieść ciężkie zakupy do domu, podnieść masywny przedmiot i umieścić go wysoko na półce, czy też utrzymać równowagę podczas stawania na jednej nodze.
Serio.