Łydki zostały w Kretowinach

Jedną z najtrudniejszych decyzji w moich treningach jest dzień wolny. Z reguły robię wszystko, aby nie zrobić dnia wolnego, a wiele razy po podjeciu takiej decyzji, jeszcze wychodziłem pobiegać wieczorem:)

W Kretowinach pozostawiłem bardzo dużo zdrowia i sił. Następnego dnia, w Poznaniu, pobiegłem pokręcić kółka wokół jeziora Maltańskiego. Po 12 minutach biegu zobaczyłem na Garminie komunikat: „Recovery Check: Poor” Dotąd myślałem, że są tylko dwie wartości stopnia regeneracji (Good i Fair). Postanowiłem wtedy w bieżącym tygodniu zrezygnować z mocnych treningów i postawić wyłącznie rozbiegania. Przez kolejne dni czułem się jak obity kijem bejsbolowym, ledwie człapiąc po ~12km/h.

Wczoraj zaplanowałem krótszą wycieczkę biegową, ale i tak było fatalnie. Porywisty wiatr uprzykrzył mi trening, podobnie jak kiepska wydolność, a do tego uczucie głodu i brak sił.
Na szczęście na 13 kilometrze znalazłem się w Bielkówku, gdzie zaopatrzyłem się w drożdżówkę, milkę oreo i izotonik. Po takim doładowaniu pobiegłem już z większą werwą, a zamiast 20 pokonałem 26 kilometrów.

image

Kiedy budzik zadzwonił dziś o 4 miałem dość. Dałem sobie wolne, aby nabrać ochoty do biegania. Od razu czuję się lepiej, tak jakby te dodatkowe 2 godziny snu zrobiły wielką różnicę. Czuję jak wreszcie nabieram ochoty mocy – przyda się – za 35 dni XXI Maraton Solidarności:)