Ciepło, cieplej, wolniej

Mimo początkowego zachwytu nad kadencją, poprzedni tydzień nie zakończył się tak, jakbym chciał. Patrząc na tytułowe zdjęcie, można próbować się domyślić, dlaczego:)
Bardzo lubię słodycze, jednak myślę że to nie one zaważyły na ostatnim, najważniejszym biegu w tygodniu – niedzielnym BNP.

Trening wyszedł ale tylko na etapie założeń. W sobotę wieczorem już wyobrażałem sobie siebie przemykającego przez podwłocławskie wsie z szybkością powodującą niekontrolowany opad szczęki nawet u ludzi niezainteresowanych bieganiem.

Pierwsze szybsze kilometry brutalnie sprowadziły mnie na ziemię. Było duszno – bezwietrznie, i ok 17°C wystarczyło, by serce musiało pracować znacznie szybciej niż zazwyczaj. Zwolnienie było tylko kwestią czasu, więc postanowiłem złagodzić restrykcje dotyczące utrzymywanej prędkości na 5 sekund wolniejsze.

I to okazało się zbyt trudne, pociłem się coraz bardziej, a bieg zamienił się w fizyczną i psychiczną męczarnię. O przyspieszeniu nie było mowy, starałem się tylko nie zwalniać. Ostatni z dwudziestu szybkich kilometrów przycisnąłem do 3:28, ale czułem, że nie daję z siebie maksa, że biegłem woolno.

Jedyny pozytyw tego treningu, to kadencja 182 i odchylenie pionowe 8.5cm – ćwiczenia core stability przynoszą efekty. Tupię coraz szybciej, kołyszę się coraz mniej.

I mimo tego słabszego tempa, cieszę się, że pobiegałem w póki co trudnych warunkach – w najbliższą sobotę Kretowinach przyjdzie mi zmierzyć się z 33 kilometrami w znacznie wyższej temperaturze:)

image