Żele energetyczne ALE – recenzja

Podczas biegu maratońskiego głównymi źródłami energii są węglowodany i tłuszcze, jednak te drugie nie są wydajnym paliwem bez pierwszych. Jeżeli w organizmie wyczerpią się zapasy węglowodanów, kontynuowanie z tą samą szybkością nie będzie możliwe, organizm wymusi spowolnienie. Biegacze nazywają to zjawisko „ścianą”

Aby uniknąć zderzenia ze ścianą, przede wszystkim należy wytrenować się do przebiegnięcia tak długiego dystansu. Kolejną kwestią, którą warto przemyśleć, jest dożywianie na trasie. Organizatorzy maratonów zwykle informują o wyposażeniu punków odżywczych, i prawie wszędzie można znaleźć banany, izotoniki i wodę. O ile spożycie płynów, choć wymaga nieco sprytu, nie powinno być problematyczne, to przegryzienie połówki banana może nastręczyć trudności, które rosną z tempem biegu – im szybszy oddech tym ciężej jest gryźć, przełykać, a w międzyczasie oddychać nosem.
Odpowiedzią na taki problem są żele energetyczne – nie trzeba ich gryźć, są łatwe do przełknięcia, wystarczająco małe do umieszczenia w kieszonkach, a ich skład zapewnia błyskawiczne przyswojenie danej porcji węglowodanów. Dla mnie problem stanowił smak – większość jest bardzo słodka, wręcz „zakleja” buzię podczas spożywania, a mdląca słodycz towarzyszy przez następne kilkanaście minut, pomimo przepłukania izotonikiem czy wodą. Kiedy spróbowałem żeli ALE, wiedziałem, że dla mnie to strzał w dziesiątkę.

 

Wszelkie dane można spobie poczytać na stronie producenta. Mnie bardzo spodobał się smak – jest delikatny, prawie nie słodki, a bardzo płynna konsystencja żelu ułatwia jego spożycie, i szybko można znów skupić się na biegu. Popicie wodą czy izotonikiem po zjedzeniu nie jest koniecznością, a przyjemnością. Kiedy pierwszy raz kupiłem ALE, Jakub Czaja polecił mi zjeść je na 10,20,30 i 35 kilometrze biegu, i tę formułę stosuję do dziś, ponieważ się sprawdziła.
Cena (6.49 PLN) również nie jest wygórowana, więc polecam wypróbowanie, podczas długich treningów, lub wycieczek biegowych. Artykuł nie jest sponsorowany, a za żele płaciłem z własnej kieszeni. I choć nie wykluczam stosowania innych w przyszłości, to na dziś dla mnie są numerem jeden w biegach na długich dystansach.