Orlen Warsaw Marathon – wrażenia z imprezy

Decyzję o lokalizacji wiosennego maratonu podejmowałem kilka dni. Zastanawiałem się pomiędzy Łodzią, Krakowem, Warszawą i Gdańskiem. Ostatecznie wybrałem start w Warszawie, ponieważ chciałem doświadczyć uczestnictwa w imprezie biegowej na taką skalę. Loga sponsorów również zdawały się gwarantować, że będzie to impreza zorganizowana na bardzo wysokim poziomie.

Pierwsze dobre wrażenie zrobiła na mnie wysokość wpisowego – 89zł to niewygórowana cena za bieg na takim dystansie. Mnie udało się uzyskać zwrot dzięki trzeciej pozycji w rywalizacji na Endomondo. Wraz ze zbliżającym się terminem startu, miałem wrażenie, że coraz więcej i więcej biegaczy weźmie w niej udział, i że rzeczywiście będzie to „narodowe święto biegania”  i ta nazwa lansowana przez organizatora nie będzie na wyrost.

Przyjechaliśmy prosto pod stadion już w piątek. Miasteczko biegaczy Expo i strefy startowe zajmowały prawie cały teren dookoła obiektu. Już samo przemaszerowanie po odbiór pakietu i obejrzenie wystaw sprzedawców było długim spacerem. Podczas wizyty w Biurze Zawodów dowiedziałem się, że wstęp do miasteczka biegaczy jest ograniczony wyłącznie dla uczestników. Nie podobało mi się to, ale rozumiałem posunięcie organizatora – chaos, który mógłby zapanować w przypadku wolnego wstępu, byłby nie do ogarnięcia.

Planowałem dotrzeć na Pasta Party w sobotę, ale w ostatniej chwili zmieniłem plany. Trochę żałuję, ponieważ przedmaratoński posiłek był sygnowany nazwiskiem zwyciężczyni trzeciej edycji Masterchefa. Ja jednak wolałem już oszczędzać nogi i rozpocząć odpoczynek, zamiast dreptać po miasteczku biegaczy.

Wejście do miasteczka biegaczy. fot: orlenmarathon

Na 2 godziny przed biegiem nie dało się nie zauważyć, że coś się dzieje. Wszędzie widziałem biegaczy, a pociąg, którym dojeżdżaliśmy na start był zapełniony startującymi. Z peronu na stadion wylewał się niekończący się potok biegaczy, zacząłem mieć wątpliwości, czy znajdę miejsce na rozgrzewkę, jednak nie było z tym problemu.

Do strefy startowej wszedłem na 10 minut przed wystrzałem.. którego nie było (słychać?) Wcześniej na potrzeby transmisji telewizyjnej przeprowadzano krótki wywiad z Henrykiem Szostem, który został zapowiedziany przez osobę prowadzącą jako: „Ostatnia nadzieja białych” Poczułem ogromny niesmak – jak można posunąć się do takiego komentarza? Jak „białym” przeszkadzają „czarni” to może niech zrobią maraton tylko dla „białych”? Klasyfikacja rasowa nie przemawia do mnie – na starcie stali sportowcy, a każdy reprezentował siebie.

Tuż po starcie. fot: orlenmarathon.pl

Orlen Warsaw Marathon zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Chociaż zdarzyły się wpadki w postaci tych komentarzy, to organizacyjnie stał na bardzo wysokim poziomie. Mimo tego moje odczucia są takie, że imprezy była dla biegaczy, a kibice zostali zepchnięci na dalszy plan, przez cały maraton jak i po biegu nie mogli mieć kontaktu z najbliższymi. Mieszkańcy stolicy chyba też nie zaakceptowali tego wydarzenia, i pozamykali się w domach. Może wpływ na to miała pogoda, może ludzie są już zmęczeni biegami ulicznymi. Nie zniechęcam nikogo do tego biegu, ale za rok raczej pobiegam gdzie indziej, a hasło „Narodowe Święto Biegania” jest niestety trochę na wyrost.Meta zorganizowana fantastycznie, robiła wrażenie, ale również nie zgromadziła tłumów. Z relacji E. wiem też, że zwyciężczyni maratonu nie cieszyła się pozytywnym dopingiem ze strony komentatora, który raczej demotywował ją na ostatnich metrach. Odczułem też mocno problem skali tego wydarzenia – miasteczko biegaczy było wielkie, dojście od mety do depozytu, a następnie pryszniców zajęło mi dobre 10 minut. Widziałem za to ogromną halę namiotową z masażami, a na zdjęciach zauważyłem lodowe kąpiele, i inne atrakcje dla tych, którzy ukończyli bieg.Trasa biegu była oznaczona i zorganizowana prawie wzorowo, choć poprowadzona metodą „tam i z powrotem” co praktycznie uniemożliwiało kibicowanie w różnych punktach na trasie jednej osobie. Znaczniki kilometrów były nie do przeoczenia, a punkty nawadniania i odżywiania rozmieszczone zamiennie co 2.5km rozpieszczały. Wprawdzie robiły na mnie wrażenie dosyć krótkich, niezdolnych do obsłużenia kilkudziesięciu biegaczy naraz, i może zawodnicy z większych grup mogliby narzekać, ja jednak tego nie odczułem. Odczułem za to brak kibiców, ludzi, uśmiechu i energii. Na trasie były prawie co kilometr rozstawione kapele, grające najróżniejszą muzykę, ale kibiców brakowało, było wręcz pusto i cicho, prawie jak na treningu.

Elita biegu fot: orlenmarathon.pl

Podsumowując:

– żenujące wpadki komentatorów

– naprawdę mało kibiców na trasie

– prowadzenie trasy nie ułatwia kibicowania najbliższym

+ dobra, prawie płaska, dobrze oznaczona trasa

+ bardzo dobra organizacja biegu

+ darmowy udział do wygrania

+ prześliczny medal

+ kilkanaście filmów do obejrzenia w chwilę po biegu

+ najniższa cena pakietu zdjęć od fotomaraton.pl

+ fajne atrakcje w miasteczku biegaczy