Przesilenie wiosenne

Przed maratonem w Poznaniu miałem przesilenie jesienne. Wydaje mi się, że teraz cierpię na wiosenne – forma spada, i biega mi się coraz ciężej. Z pewnością też nie jestem przetrenowany – więc pozostaje mi czekać aż kryzys minie. W tej sytuacji postanowiłem przechytrzyć nieco mój niesforny organizm – i zamiast wydłużać treningi, dodałem jeszcze jeden – swobodne, krótkie wybieganie z przebieżkami, ok 10 kilometrów. Biegłem swobodnie, choć wolniej niż zwykłem jeszcze miesiąc temu.

Po wszystkim wybrałem się na basen w hotelu Posejdon. Chciałem popływać przez 30 minut, i byłem ciekaw, jaki dystans mogę w tym czasie pokonać w wodzie. Zrobiłem 76 basenów – a na koniec zmierzyłem tip-topami długość – 15 metrów. Razem ponad kilometr, jednak przy tak krótkim basenie duży wpływ na osiągane tempo miał częsty nawrót (tak mi się wydaje). Samo miejsce w porządku, chociaż bez szału – wspólna szatnia, mały basen, a do tego miałem wrażanie, że co chwilę ktoś puszczał bąki w wodzie. Nie, to nie byłem ja!
Po takim rozpoczęciu dnia nie mogłem doczekać się śniadania (przed wyjściem zjadłem tylko garść daktyli:) Ostatnio czuję silny apetyt na tłuszcze, więc jeśli ktoś ma wątpliwości – ten gruby plaster poniżej to masło. Oprócz tego miód gryczany, guacamole i suszone pomidory.

Ten tydzień kończy pewną fazę przygotowań maratońskich. Od przyszłego ruszam z tzw. BPS, czyli Bezpośrednim Przygotowaniem Startowym. Będzie jeszcze szybciej, jeszcze ciężej i jeszcze więcej. Niech tylko to przesilenie minie.