nijakość

Tak można określić to, co wydarzyło się w moim bieganiu w ciągu ostatniego tygodnia. Mocne treningi mi nie wyszły, zakładanej objętości też nie wykonałem. Bardzo trudno było mi zmotywować się do ćwiczeń siłowych na zakończenie (finalnie się udawało). 

Za to się razem z E. zjadłem najpyszniejszą pizzę w życiu, choć nie jest to sukcesem treningowym. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na naprawdę genialną pizzę, to polecam Felicitę w Galerii Rumia. Szynka parmeńska, rukola, ser (zapomniałem jaki) w szczodrych proporcjach. Sama w sobie jest pyszna, oczywiście bez żadnych sosów (nie podają keczupu:)) ale razem z oliwą to prawdziwa uczta dla smakoszy.
Wczoraj kładąc sie spać powłóczyłem nogami, i z ciężkim sercem nastawiłem budzik na 4:30. Kiedy zadzwonił, natychmiast wcisnąłem drzemkę, po której zakończeniu zdecydowałem, że nie idę biegać. Przestawiłem budzenie na godzinę później.. i nie mogłem zasnąć:) wyszedłem więc z łóżka i poszedłem na trening. 14 kilometrów, w tym siła biegowa, w ramach której wykonałem też cztery serie wieloskoków, zadziałały lepiej niż kawa. 
Do maratonu zostało 39 dni, muszę szybko się pozbierać!