Podsumowanie tygodnia

Miniony tydzień miał być odpoczynkiem po mocnej dyszce w Gdyni. Jednak już w poprzednią niedzielę, podczas wycieczki biegowej, wiedziałem, że z regeneracją zdążę na pierwszy mocny trening już w środę. Załapałem jakąś infekcję – cieknący nos,bolące gardło, jednak nie zmieniłem planów treningowych z tego powodu – we wtorek wykonałem siłę biegową (którą przebiegłem prawie całą z kolką) a w środę WB2, na którym grubo przekroczyłem „dozwolone” zakresy tętna dla tego akcentu. Czułem jednak, że mięśnie dają radę utrzymać prędkość 3:50, a serce biło szybciej przez gorszą wydolność zainfekowanego układu oddechowego. Zajadałem też na potęgę czosnek i imbir, leki objawowe, i w czwartek już w lepszej formie poczłapałem na 27km wycieczki biegowej.

Wspominałem też o bólu ścięgna achillesa – po wnikliwym macaniu stwierdziłem, że to nie ono mi doskwierało, a tkanki pod nim. Czułem to jeszcze przez kilkaset metrów w środę i czwartek, po treningu smarowałem maścią przeciwzapalną, naturalnie dobrze się rozciągałem, zwracając baczną uwagę czy coś mnie wtedy nie ciągnie przy tej kostce. W sobotę, podczas treningu we Włocławku, ból już nie powrócił.
Na niedzielę postanowiłem wykonać jeden z najtrudniejszych środków – BNP. Zasypiając, przypomniałem sobie pętlę, którą biegałem w lipcu 2014, podczas przygotowań do XX Maratonu Solidarności. Jest wymagająca, posiada długie, lecz łagodne podbiegi i asfaltową nawierzchnię. Rozpocząłem od 5 kilometrowego rozbiegania, by po rozgrzewce ruszyć 9 km tempem 3:50, 8 – po ~3:45 i 1km na maksa. Miałem jednak problem z utrzymaniem prędkości – serce biło spokojnie, a ja nie miałem sił na spektakularne przyspieszanie. Końcowy kilometr w 3:39 to na moje możliwości miernie, lecz pokonywałem go zakwaszony długim podbiegiem. Bieg zakończyłem pokonując jeszcze 3M, czyli trzy minutowe przebieżki z trzyminutowym odpoczynkiem. 25 kilometrów, w średnim tempie 3:59, 179 kroków/minutę, średnie tętno 147, jest u mnie świetnym wynikiem, świadczącym o wciąż rosnącej wydolności.
Bieżący tydzień powinienem rozpocząć od roztruchtania. Zechciałem pospać dłuzej, i wracałem z pracy biegiem, jednak 17km to zbyt dużo jak na wysiłek regeneracyjny. Bardziej jestem zmęczony dziś po nim, niż w niedzielę po BNP:)