20 kilometrów bólu

Tak w skrócie mógłbym nazwać dzisiejszy trening, który bez żadnych wyrzutów sumienia mógłbym zakończyć na dowolnym kilometrze. Wymówek mi nie brakowało.

Od wczoraj zaczęła się jakaś „infekcja górnych dróg oddechowych” Trochę czuję gardło, co jakiś czas muszę wydmuchiwać nos, czuję piekące oczy. Nie lubię czekać bezczynnie, aż choroba przybierze na sile, i na noc zaserwowałem jej 2 kanapki z 4 ząbkami czosnku ze wsparciem herbaty z cytryną. Rano czułem się lepiej – oczywiście nie było mowy o odpuszczeniu treningu. Zjadłem owsiankę, pokrzątałem się po domu, i wybiegłem. Już w domu czułem, że stopy rwały się do biegu.
Rzeczywiście biegło mi się lekko, pierwsze 2 kilometry. Na trzecim, dopadła mnie kolka, która zaczęła uprzykrzać mi bieg. W Parku Regana przystanąłem na kilka minut, aby minęła, jednak kiedy ruszyłem, ból powrócił. Wkurzyłem się, i postanowiłem, że nie dam się tej kolce i nie przystanę, dopóki będę w stanie biec. Kolka „łapała mnie” już kilka razy podczas intensywnego treningu, zawsze też obawiam się, czy nie dopadnie mnie na zawodach. Na szczęście to się jeszcze nie wydarzyło, ale skoro przytrafiło się dziś, podczas spokojnego biegu, postanowiłem tę kolkę „potrenować”:)
Udawało się to całkiem nieźle – utrzymywałem tempo ~4:35, serce biło o klika uderzeń szybciej, poza tym wciąż bolało – jakbym biegł z wbitym drągiem w brzuch, którym ktoś co kilkanaście sekund poruszał. Do tego na czwartym kilometrze poczułem lekki ból w ścięgnie achillesa, który po kilkuset metrach zniknął. Trochę się wystraszyłem – zacząłem stawiać stopę w różny sposób, aby sprawdzić, czy jest jakiś, który może powodować ból, ale ten nie powrócił. Postanowiłem kontynuować trening, i wykonać planowanych 7 podbiegów. Rozpocząłem łagodnie, i ostrożnie, by z każdym odcinkiem zwiększać intensywność. Jak na złość, kolka nie opuściła mnie nawet wtedy, towarzyszyła mi, dopóki nie wcisnąłem „stop” w Garminie.
W domu rozciągnąłem się, obejrzałem i obmacałem Achillesa. Brak bólu, zaczerwienienia, czegokolwiek. Profilaktycznie zaaplikowałem Ben Gaya.
Pomimo tych bólów i infekcji, jestem zadowolony z treningu. Pokonałem prawie 20 kilometrów, w pięknej, prawie wiosennej i słonecznej pogodzie. Jutro ma być jeszcze cieplej, słonecznie i prawie bezwietrznie. nie mogę się doczekać:)