Siłowo zimowo

Dopiero co cieszyłem się, że zakończyłem etap krosów i nareszcie poczuję wiatr pod skrzydłami na biegach ciągłych. Niestety. Spadł śnieg, po którym bieganie nie należy ani do szybkich ani do łatwych. Mówi się, że bieganie w śniegu, szczególnie kopnym, kształtuje naturalną siłę biegową, ale do mnie to nie trafia. Wolę kontrolować kiedy co trenuję, lubię też biegać szybko, a siłę biegową trenować na jednym z dwóch podbiegów.

Jeden z nich obrałem dzisiaj za cel, i tuż przed świtem wyruszyłem z domu. Dziesięciostopniowy mróz nie był tak odczuwalny jak się obawiałem. Wszechobecny śnieg był. Bieganie nie jest fajne, kiedy z każdym krokiem stopa ślizga się w momencie w którym powinna odepchnąć się od podłoża, nadać pęd. Tak więc pomimo luzu w kroku, czułem, że się wlokę, a tętno tę było nieco wyższe. Najsprawniej biegło mi się lądując na przodostopiu, jednak pozwoliłem sobie tylko na kilometr takiej zabawy.

Po godzinie dotarłem w okolice PGE Areny, gdzie znajduje się mój podbieg. Leżała na nim gruba warstwa śniegu, co uczyniło serię siedmiu 150 metrowych odcinków  skipów jeszcze trudniejszą. Dziś śnieg pomógł mi w treningu, ale jutro znacznie go utrudni – na nadmorskim deptaku czeka mnie bieg ciągły – kilkanaście (jeszcze nie wiem, ile, zależy ile zjem ciasta:)) kilometrów tempem poniżej 4 minut mam nadzieję. W tym śniegu będzie ciężko.