Wycieczka na stogi, tabata, superjedzenie

Zwykle w piątki robię sobie wolne od biegania. Niestety nie dzisiaj – wczoraj byłem tak zmęczony po krosie, że odpuściłem trening. Miałem trochę wyrzutów sumienia, więc zrobiłem czterominutową sesję Tabaty

Cztery minuty brzmią naprawdę niewinnie, bo niby co można w tym czasie zrobić ćwicząc w domu? Ano.. wypluć płuca:) Nie żartuję  – 20 sekund bardzo intensywnego wysiłku przeplatane jest 10 sekundami odpoczynku, powtarzane 8 razy. Ostatnie cztery serie są już bardzo ciężkie do wykonania, ale właśnie ta walka mi się podoba. Tabata ma swoje wady – nie da się jej zrobić po cichu, kiedy wszyscy śpią, ja jestem pewien że słysza mnie sąsiedzi i bynajmniej nie myślą że ćwiczę, ponieważ dźwięki ktore wydaję są bardzo dwuznaczne:P Ale poza tym świetnie pobudza,  lepiej niż kawa. Jako ćwiczenie wybrałem: pad na ziemię z wyrzutem nóg do tyłu aby znaleźć się w pozycji do pompki, następnie pompka, wyrzut nóg pod siebie i wyskok do góry. To staram się powtórzyć jak najwięcej razy w ciągu 20 sekund każdej rundy Tabaty.

I tak czwartkowa wycieczka biegowa zaplanowała mi się na piątek. Postanowiłem przebiec nieco więcej kilometrów, łagodnie.Mój wybór padł na Gdańskie Stogi – w tę i z powrotem z Wrzeszcza można „naklepać kilometrów”, a trasa jest całkiem ciekawa. Rozpocząłem powoli, tempem ponad 5 minut/km, i ani myślałem przyspieszać. Dopiero po 6 kilometrach zwiększyłem tempo do ~4:50 i biegło mi się bardzo komfortowo i takie starałem się trzymać do końca biegu, Po dotarciu do pętli tramwajowej na Stogach lubie wracać drogą, którą zaznaczyłem poniżej żółtym markerem:

To najprzyjemniejsza część moich stogowych wycieczek, przywodzi mi na myśl stare, harcerskie czasy kiedy chodziłem na zbiórki właśnie w te okolice. Dziś wybrałem krótszy wariant – i z powodu prac budowlanych droga z tamtejszych działek, do ulicy przedstawiała się tak:

Czyli buty znów do prania:) W sumie pokonałem prawie 27 kilometrów w tempie 4:52, a serce rozkołatałem do średnich 133 uderzeń na minutę. Bez spinania, lużno i przyjemnie. Pod blokiem spotkałem sąsiada, który po przywitaniu spojrzał na zegarek, i rzekł ” No, Panie Antoni, ponad 2 godziny dzisiaj!”  Uśmiechnąłem się, ale mój trening się na tym nie zakończył – zostało rozciaganie i ociąganie się przed serią ćwiczeń siłowych, ale przemogłem się:) A w nagrodę zjadłem porcję komosy ryżowej z jagodami goji („i miodem” – powinien przypomnieć ktoś z boku:)) No fakt, miód też był:) Kiedy czytam o właściwościach tych produktów, ąż trudno uwierzyć że są aż tak bogate, postanowiłem na stałe włączyć je do jadłospisu. Tymczasem wypoczywam przed jutrzejszym rozbieganiem i niedzielnym krosem!