Rozpędzanie z górki

Rano wciąż czułem w nogach niedzielny trening. A jest już środa, i przyszła pora na  kolejną wizytę w Gaju Gutenberga w celach wykończeniowych… Tfu – przecie4ż dopiero rozpocząłem jesienny plan, krosy powinienem traktować jeszcze lekko i spokojnie. Bynajmniej, choć z takim zamiarem wbiegłem do lasu:)

Ponieważ nie chciałem się zbytnio wykańczać, postanowiłem poświęcić ten trening na szukanie innej pętli niż ostatnio – mniej wymagającej, na wypadek niedyspozycji. No i znalazłem – o całe 300m dłuższą – w dodatku to metry „po płaskim” więc nogi będą mogły odpocząć. Po tej pętli biegło mi się tak dobrze, że mimowolnie zacząłem notować coraz lepsze czasy kolejnych okrążeń:) Jedynie piąte kółko przebiegłem w dłuższym czasie, a pozostałe – coraz szybciej! To było wspaniałe uczucie, ale też nie dawałem z siebie maksa – z tym poczekam jeszcze kilka biegów, muszę się przyzwyczaić do takiego wysiłku i nauczyć rozkładać siły. Niemniej mam wrażenie że od niedzieli i tak poczyniłem postęp – na zbiegach mocniej przyspieszałem, a na podbiegach i nogi tak nie „waciały” choć to może zasługa lżejszej pętli:)

W lesie nabiegałem dziś ponad 14 kilometrów, a ostatnie okrążenie pobiegłem o 40 sekund szybciej niż pierwsze:) Zdziwiłem się, jak po powrocie do domu odczytałem, że odczuwalna temperatura to było jakieś -4°C. Dla mnie było momentami ponad 20:) Ale to nie koniec. Ze skrzywioną z niechęci gębą zabrałem sie za ćwiczenia siłowe, na które w ogóle nie miałem ochoty. Po wszystkim wrzuciłem do miski banana, kiwi i kaki i miksujac z mlekiem, przygotowałem sobie „napój regeneracyjny” Proporceje białka, węglowodanów pewnie były niewystarczające, ale niezbyt się tym przejmowałem. A jak poczytałem o dobrodziejstwach zawartych w kiwi i kaki.. To drugi owoc kaki wziąłem do pracy na śniadanie. (Szklanka napoju została dla E.:))