Westerplatte musi zaczekać

Na te zawody zapisałem się po terminie. Trochę bezmyślnie, ale miałem ochotę pobiec szybką dychę – ostatnio na takim dystansie startowałem w Biegu Świętojańskim. Miałem zamiar wystartować ” z treningu” czyli wykonując normalny trening maratoński, bez specjalnych akcentów podbojających formę na start.

Jednak ostatni tydzień nie był dla mnie najlepszy – bóle kolana, zmęcznie dały mi się we znaki. Do tego 28 kilometrowy kros z ciągłym przyspieszaniem w czwartek, był gwoździem do trumny mojej dzisiejszej dyspozycji. Nie żałuję ani jednego kilometra, bardzo potrzebowałem takiego szybkiego biegu po lesie. Przemykając wąskimi ścieżkami, smagany liśćmi, zlany potem, z poprzylepianymi muszkami na całym ciele, czułem się silny, swobodny. I tego potrzebowałem bardziej niż dzisiejszego startu.

W sobotę rano przetruchtałem tylko 14 kilometrów. Nie spotkałem ani jednego biegacza – chyba wszyscy się zapisali:) Jutro kolejny ciężki trening, który bardziej przysłuży mi się do formy na maraton w Poznaniu, niż szybka dycha. „Najgorsze zawody lepsze niż najlepszy trening” – jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego cytatu. Zawody powinny służyć rozwojowi biegacza, a nie go ograniczać. 18 kilometrów biegu z narastającą prędkością na większym wypoczęciu, będą znacznie lepszym treningiem, niż 10 km ze słabym wynikiem, który zasiałby tylko wątpliwości dotyczące formy przed startem w Maratonie.

Zrezygnowałem ze startu i nie żałuję. Jeszcze pokażę się na tych zawodach:)

Edit: W niedzielę jeszcze nie byłem wypoczęty. 20 kilometrów lekkiego biegu zamiast BNP:)