Podsumowanie tygodnia

Od kilku dni nic nie pisałem na blogu. Miałem natłok zajęć w domu i zupełnie zabrakło mi czasu na pisanie. W kilku słowach streszczę to, co działo się podczas ostatniego tygodnia – w jego biegowej części:)

Na bieganie wyszedłem 6 razy. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ wymagało to niemało samozaparcia, a chcąc poprawic wyniki w Maratonie i zbliżyć się do czasu 2:45, powinienem ten szósty trening już dołożyć.

W poniedziałek potruchtałem prawie 10 kilometrów. Niby nic, ale lubię takie biegi, po ciężkich niedzielnych treningach – ułatwiaja powrót do ruchliwości. A również dzięki nim poniedziałek staje się przyjemnym dniem.

Wtorkowy trening upłynął pod znakiem siły biegowej. Miałem bardzo niewiele czasu, i skróciłem dystans, aby zmieścić się z ćwiczeniem wieloskoków. Wyszło bardzo dobrze, a tętno wskoczyło aż na 181 uderzeń!.


Po takim podkładzie powieniem z energią ruszyć do środodwego odcinka WB2 – 15 kilometrów biegu ciągłego, na nadmorskim deptaku. Powinienem, ale trening nie wyszedł. Trochę bolała mnie lewa noga w kolanie, nie biegło mi się zbyt lekko, i serce biło już troche za szybko – w trzecim zakresie intesywności, nie w drugim. Zakończyłem trening zły i sfrustrowany. Po biegu porządnie się rozciągnąłem, okolice kolana posmarowałem maścią przeciwzapalną i ubrałem w obciętą skarpetę, aby nie pobrudzić spodni.

Bardzo czekałem na czwartek, ponieważ u mnie oznacza on wycieczkę biegową. Tym razem postanowiłem odwiedzić jezioro Otomińskie. Szykowałem się jak na jakąś bardzo długą wycieczkę, zabrałem pas z bidonem z napojem wysokowęglowodanowym, dwie dychy, a tymczasem po 25 kilometrach miałem dosyć biegania i wsiadłem w autobus na Morenie. Kolano prawie nie bolało, ale nie czułem takiej lekkości kroku, jaką lubię na wycieczkach biegowych, i dzięki której mogę się zrelaskować i wypocząć.

W piątek zrobiłem sobie wolne, by w sobotę wybrać się na rozbieganie. Początkowo planowałem kilkanaście kilometrów, jednak wraz z kolejnymi kilometrami biegłem coraz to lżej i łatwiej. To uczucie było tak przyjemne, że przedłużyłem rozbieganie do 21 kilometrów. wybrałem trasę z Wrzeszcza przez Brzeźno, Nowy Port, Stocznię, Gdańsk Główny i znów Wrzeszcz . Mając na uwadze kolano, zrezygnowałem z siły biegowej tego dnia. Wiedziałem, że niedzielny trening nie będzie łatwy, a nie chciałem się przeciążać.

sobotnie rozbieganie w okolicach stoczni

Niedziela. Dla wielu biegaczy synonim długiego wybiegania, jednak nie dla mnie – ja taki trening realizuję w czwartki. Niedziela oznacza dla mnie najcięższy trening z całego tygodnia – tym razem było to BNP, czyli bieg z narastajacą prędkością. Ostatnio takie biegi realizowałem przed XX Maratonem Solidarności. Tak naprawdę nie lubię, kiedy zbliża się ich godzina – męczę się psychicznie jeszcze zanim wybiegnę, ponieważ już wiem, jak bezlitosny jest ten środek treningowy. Do wyjścia zabierałem się ślamazarnie, ale nie było w ogóle mowy, aby zostać w domu. Niespiesznie potruchtałem w strone deptaku nadmorskiego, na którym zamierzałem się zniszczyć, wykonałem dokładne rozciąganie i ruszyłem. Najpierw 9 kilometrów w tempie 3:55 min/km – niezbyt męczące, choć pamietam, że kiedyś marzyłem o takich prędkościach. Następnie 8 tysiączków po 3:50 min/km, które już torchę męczyłem i wystarczyła chwila utraty skupienia by stracić 3 sekundy na dwóch kolejnych kilometrach, by na koniec dodać jeszcze 1 kilometr finiszu, który miałem biec z całych sił, i tak pobiegłem 3:32 – na koniec byłem bardzo zmęczony i wszystkie mięśnie domagały się bym przestał. Dotruchtałem do morza i próbowałem zanurzyć głowę w wodzie dla ochłody. Zamiast tego zmoczyłem tylko czoło, ale fala dosięgnęła moich butów:/ Pochlapałem się więc tylko wodą i wróciłem na deptak – pozostał mi jeszcze trucht do domu, 4 kilometry, w trakcie których miałem jeszcze pobiec 3 jednominutowe przebieżki z przerwą trzyminutową. Do domu wpadłem z utrwalonym grymasem zmęczenia, takim, że aż E. spytala czy coś mi się stało:) Właściwie to tak – 18 kilometrów BNP zostawia pewien ślad presji w głowie, reszta dnia mija na poczuciu ulgi:)

W minionym tygodniu przebiegłem 116 kilometrów i zrealizowałem mocne treningi. Jestem zadowolony, choć trochę martwi mnie to kolano – wprawdzie nie przeszkadzało mi wczoraj, ale je czuję. Poczekam na rozwój sytuacji, ale na razie zrezygnuję z wieloskoków. Dziś poniedziałek, i kolejny tydzień rozpocząłem dyszką rozbiegania. Miłego dnia 🙂