W oczekiwaniu na formę

Wybór ostatniego treningu przed startem w maratonie jest sprawą kluczową – nie można wykonać go zbyt mocno, gdyż organizm nie zdąży z regeneracją, a wykonanie zbyt słabego akcentu spowoduje, że szczyt możliwości wydolnościowych wypadnie przed dniem wyścigu, zmniejszajac szanse na wymarzony wynik.

Miałem duży dylemat, co pobiec w niedzielę. Jurek Skarżynski, którego plany stosowałem, zaleca wykoanie 10-12 kilometrówek w zakresie WB3, na czterominutowej przerwie. Jednak w planach na czas 2:45 nie znalazłem zalecanego tempa tych kilometrówek – powinienem je sam dobrać, przy pomocy pulsometra.

Przywołałem w pamięci treningi 3×3+1, gdzie prędkość 3:30/km utrzymywałem przez 3 kilometry. Stwierdziłem, że takie własnie tempo -3:30 będę utrzymywał podczas kilometrowych odcinków, a czas przerwy pomiędzy nimi, ustaliłem na 3:30. I żeby zbytnio się nie rozpisywać.. udało mi się wykonać ten trening. Już po pierwszym szybkim kilometrze zdecydowałem o skróceniu przerwy odpoczynkowej w truchcie do trzech minut. Czas trwania tej przerwy ma nie mniejsze znaczenie niż prędkość szybkiego biegu, ale czułem, że dam radę.. Po ośmiu odcinkach coraz bardziej walczyłem o zmieszczenie się w czasie poniżej 3:30, i zdecydowałem, że wykonam ich dziesięć i kończę. Ostatni tysiaczek powinien być pokonany- rzecz jasna – na maksa. Pobiegłem 3:23 i poczułem niedosyt. Nogi trochę miękły, ale czułem, że chcę zmęczyć się odrobinę mocniej – i chyba bardziej dla zabicia wyrzutów sumienia, których się spodziewałem, niż dla zbawiennego wpływu ostatniego odcinka – pobiegłem jeszcze jeden, jedenasty w 3:22. Bez szału, ale krótka przerwa odpoczynkowa zrobiła swoje.


Na zakończenie nie byłem zadowolony, ponieważ rozpoczał się dla mnie najgorszy okres przygotowań. Wszystkie źródła, jakie czytałem na temat treningu maratońskiego, są w tym zakresie zgodne – jest to czas na regenerację, nie da się już poprawić formy, pozostaje oczekiwać dając organizmowi możliwość odbudowania się po kilkunastu tygodniach przygotowań. Rozpocząłem odpoczynek – do czwartku będę biegał bardzo mało i bardzo powoli. Dzisiaj truchtałem regeneracyjnie ponad siedem kilometrów, z rozpaczą nie przejmując się tempem – nie lubię biegać tak powoli, ale wiedziałem, że jest mi to potrzebne. W ramach oswajania się z „przeciwnikiem” przemierzyłem małą pętlę obok PGE Areny i wzdłuż Marynarki Polskiej – gdzie wiedzie trasa zbliżającego się XX Maratonu Solidarności.

W okolicy PGE Areny, na trasie Słowackiego, są podbiegi. Mogą stanowić wyzwanie, ponieważ będzie to ok 24 – 26 kilometr Maratonu.

Na dzień dzisiejszy wpłatę wykonało 878 osób. Wcale mnie to nie martwi – nie będzie tłoku na starcie, ani na trasie, a i o dobre miejsce będzie łatwiej zawalczyć:)