Z motyką na słońce

2 miesiące wcześniej zapisałem się na Półmaraton Ziemi Puckiej. Stety termin zawodów zbiegł się z wyjazdem na urlop, i nie mogłem wystartować. Jednak wczoraj wymyśliłem, że nie muszę rezygnować z półmaratonu i postanowiłem pobiec ten dystans w pojedynkę, utrzymując tempo 3:50 min/km.
Przed startem popełniłem błędy – nie zmniejszyłem kilometrażu, nie zjadłem śniadania, nie zrobiłem bodźca treningu podbijającego formę wcześniej. Pobiegłem tak po prostu jak w sobotę. Potruchtałem 3km na rozgrzewkę, rozciągnąłem się, i ruszyłem.
Już po pierwszym kilometrze czułem że coś jest nie tak. Nogi nie były świeże, tętno w trzecim zakresie, utrzymanie tempa wiązało się z walką. I walczyłem – nie miałem zamiaru się poddać. Od początku startu bolał mnie jednak brzuch, a na dziesiątym kilometrze odezwała się kolka. Potrafię biec z kolką, i nie raz ją rozbiegiwałem, lecz tym razem po kilkuset metrach, ból stał się nie do wytrzymania.
Zrozpaczony zatrzymałem się na dwie minuty, wiedziałem, że ten trening nie będzie już tak wyglądał jak zaplanowałem. Ale chciałem ukończyć dystans, nawet kosztem totalnego wycieńczenia. Chciałem takiego treningu, który mnie rozłoży na łopatki.
Ruszyłem. Utrzymanie tempa 3:50 było już nierealne, wyciskałem z trudem 3:53, 3:52. Nie odpuszczałem, brnąłem wciąż dalej i wolniej. Osiemnasty kilometr półmaratonu pobiegłem powyżej 4 minut, zaraz potem złapała mnie kolejna kolka. Zatrzymałem się i zatrzymałem Garmina, miałem dość. Poszedłem na plażę i zanurzyłem się w morzu, kojąc rozgoryczenie, później już tylko truchtałem do domu, mając tempo biegu w poważaniu.
Myślę że ten trening nauczył mnie wiele. Po pierwsze: Na zawody trzeba się przygotować. Po drugie: Utrzymanie tempa 3:55 na maratonie może być zbyt trudne. Po trzecie to była lekcja pokory, i zapamiętam ją na długo.
Ostatecznie, był to bardzo mocny trening – 24 kilometry, z czego 18 w trzecim zakresie:) – którego efektem będzie wzrost formy – garmin pokazał Training Effect 5.0 a więc maksymalny wysiłek, a czas odpoczynku oszacował na 3.5 dnia. Zamierzam odpoczywać, a jakże – aktywnie i biegowo w górach, przez najbliższe dni:)