Przygotowania do XX Maratonu Solidarności – przyspieszanie na Kujawach

Miniony weekend miałem okazję po raz kolejny spędzić na Kujawach. Uwielbiam przebywac na Kujawach, ponieważ doskonale tam wypoczywam. Odpoczywa przede wszystkim głowa – od problemów dnia codziennego, odpoczywają również nogi – od biegania po gdańskich trasach. Ale nie oznacza to, że się tam nie męczę na treningach! Potrafię sobie nieźle dać w kość, ale mimo wszystko wracam wypoczęty.
W sobotę „przedłużyłem” spanie do 6:30. Z łatwością się zbudziłem, ponieważ sen był dość płytki za sprawą panującej wszędzie duchoty. Planowałem jedynie łagodne, turystyczne rozbieganie i wybrałem trasę, którą pokonałem już kiedyś podczas majowego weekendu. Tym razem nie miałem takich paskudnych doznań, wręcz przeciwnie – pomimo wysokiej temperatury biegło mi się lekko i bardzo przyjemnie. W porównaniu z poprzednim biegiem wydłużyłem trasę o kilka kilometrów, a wróciłem z treningu pełen pozytywnej energii. Bardzo ucieszyłem się, kiedy obejrzałem statystyki – średnie tempo 4:44 na tętnie 129 to nic szczególnego, ale średnia kadencja wyniosła 172 kroki na minutę! Więc powoli, małymi kroczkami zbliżam się do magicznej liczby 180 kroków. Średnie oscylacje pionowe wyniosły 9.2 cm co świadczy też o poprawie techniki i ekonomii biegu. Na pewno pomoże mi to w najbliższym Maratonie.


Most nad Autostradą Bursztynową

Niedzielę miałem rozpocząć Biegiem z Narastającą Prędkością (BNP) Czyli 3 kilometry rozgrzewki, po których biegam odcinki 9,8 i 1km z prędkością 4:00, 3:55 i ostatni z maksymalną prędkością, bez przerw na odpoczynek. Największym problemem był dla mnie wybór trasy – płaskiej pętli o długości ok 24 kilometrów, najlepiej o asfaltowej nawierzchni, do tego łatwej do zapamiętania – zatrzymywanie się podczas BNP w celu nawigacji nie wchodziło w grę! Po kilkunastu minutach poszukiwań już wiedziałem którędy pobiegnę, ubrałem się bardzo lekko, i ruszyłem w drogę.

Początkowo na zewnatrzy było pochmurnie. Powinno mnie to cieszyć, ale wolałem aby było bardziej upalnie, ponieważ na Maratonie Solidarności spodziewam się wysokich temperatur i chciałbym przyzwyczaić się do nich na treningach. Aura jak na życzenie poprawiła się po pierwszych pięciu kilometrach, skutecznie zmieniajac bieg w męczarnię. Utrzymanie założonej prędkości stanowiło nie lada wyzwanie, a temperatura nieubłaganie rosła:) Musiałem niustannie pilnować tempa, gdyż każda chwila powodowała bezwiedne zwalnianie. Najgorsze wydarzyło się na siedemnastym kilometrze – rozwiązało mi się sznurowadło! Krzyknąłem soczyste „kurr..” i zawiązałem pospiesznie obydwa buty podwójnie, tracąc kilkanaście sekund. Finiszowy odcinek pokonałem w tempie 3:33 – bez rewelacji. Później potruchtałem na most nad autostradą na których wiatr dawał przyjemny chłód. Wracałem z treningu bardzo zadowolony.