Odbudowa w siłowni i kuchni

Środowy trening mnie zmasakrował. Wieczorem trudno było mi chodzić, bolały mnie nogi, a przez noc łapały skurcze. Temperatura ciała też była podniesiona, jeszcze kilka godzin po biegu.
Zamierzałem wrócić z pracy biegiem w czwartek, i założyłem na cały dzień skarpety kompresyjne, aby przyspieszyć regenerację. Podziałało:) Z pracy wracało mi się możliwie i gdyby nie ciągły wiatr w gębę, powiedziałbym, że przyjemnie. 17 kilometrów zaliczone, tętno wyższe niż normalnie, ale to chyba przez ten wiatr.
Do swojego planu postanowiłem dołożyć szósty dzień treningowy, który mam zamiar biegać wedle samopoczucia – albo w poniedziałek albo w piątek. Ma to być spokojny bieg do ukrytej w nadmorskim lesie „siłowni” w postaci drążka, na którym chcę wykonywać ćwiczenia górnych partii mięśniowych – dziś ćwiczyłem podciągnięcia i unoszenie nóg w zwisie. Któryś raz obiecuję sobie systematyczne ćwiczenia na drążku, więc przeznaczenie na to osobnego treningu to chyba dobry pomysł. Przebyłem nieco ponad 11 kilometrów, ale wciąż czułem w nogach zmęczenie po środzie. W domu jeszcze rozciąganie oraz ćwiczenia stabilizacji.
A po treningu nagrodziłem się śniadaniem które naszykowałem już wczoraj, specjalnie dla E.: Kasza jaglana z suszonymi pomidorami, fetą i szparagami. Danie nietrudne do zrobienia (poza perfekcyjnym ugotowaniem szparagów:)), ale bardzo smaczne i odżywcze. Na Kwestii Smaku zdjęcie jest bardziej apetyczne:). Polecam:)