Przedświąteczne rozbieganie

Dzisiaj obudziło mnie słońce. Od otwarcia oczu do wyjścia z domu minęło może 20 minut – rzadko kiedy wychodzę na trening tak szybko. Zazwyczaj się guzdram, krzątam po domu, zastanawiam, czytam prognozę pogody, aby wiedzieć jak się ubrać. Dziś to wszystko zrobiłem piorunem!


Wybrałem strój letni, i nie żałuję. Po kilku kilometrach wiedziałem, że w bluzie biegowej nie czułbym się tak komfortowo. Na trasę znowu wybrałem deptak w Brzeźnie – jednak zamiast w stronę Sopotu pobiegłem na początek w stronę Nowego Portu, a dopiero później do Jelitkowa. Biegło mi się komfortowo, ale zapominałem się w tempie – biegłem zbyt szybko:) Na licznik wskakuje 18 kilometrów w tempie 4:42 i tętnie 136. Czuję się świetnie!
Ale prawdziwe święto czeka mnie jutro – jadę na Kujawy, a to oznacza że będę miał okazję zaliczyć najwspanialszą trasę biegową jaką kiedykolwiek pokonałem. Wprost nie mogę się doczekać! Wesołych świąt!