Moje początki

Początki mojego biegania sięgają maja 2012 roku. Wtedy to, mając 27 lat, – pod wpływem impulsu wybiegłem kilka razy na poligon w pobliżu gdańskiej moreny. Z domu wykopała mnie rosnąca liczba na wadze, oraz nie mniej silna – chęć wyrównania szkód, które wyrządziłem sobie paląc papierosy przez 8 lat. Wtedy już byłem po rzuceniu palenia, poczułem jak ogromną satysfakcję może dać bieganie. Ledwo truchtałem po morenowych pagórkach, wypluwałem płuca, ale czułem w sobie zew dzikiej, pierwotnej siły, chęć by robić to dłużej i częściej.
W 2012 roku pobiegałem jeszcze kilka razy, kończąc z sumą 168 km na biegowym koncie. Zacząłem też zwracać uwagę na odżywianie, i waga minimalnie spadła. Moja dziewczyna sprezentowała mi książkę Jerzego Skarżyńskiego „Biegiem przez życie”..
W kolejny rok wszedłem „uzbrojony” w bieliznę termoaktywną od Puma, oraz bluzę biegową Salomona – wszystko w prezencie od mojej dziewczyny (dziękuję:)) chłonąłem Skarżyńskiego, i coraz bardziej chciałem biegać.
W lutym 2013 przebiegłem 78 km. Postawiłem sobie wtedy cel: Przebiec więcej niż 100km w marcu:) Udało się! Natchniony przesłaniem Skarżyńskiego – minimum 3 biegi w tygodniu – zacząłem biegać regularnie. Waga zaczęła spadać, moje samopoczucie poprawiło się znacznie! W maju zapadła decyzja o wzięciu udziału w XIX Maratonie Solidarności. Biegałem już wtedy dystanse rzędu dwudziestu kilku kilometrów.
Wakacyjne tygodnie zawierały już 4 treningi tygodniowo. Trudno było mi już „upchnąć” je w codzienny harmonogram, wtedy to przestawiłem się na wczesnoporanne bieganie. Biegałem bez planu – z założeniem: 1 długie wybieganie w tygodniu, do tego jeden półmaraton, i dwa krótsze – klikunastokilometrowe biegi. Do mojego wyposażenia trafił zegarek treningowy – smartwatch – Motorola MOTOACTV, którą kupiłem w ofercie zamiast telefonu. Zacząłem więc monitorować tętno, choć dane traktowałem czysto obserwacyjnie.
Stając 15 sierpnia 2013 roku na starcie maratonu, wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany, by ukończyć ten bieg. Założenia zmieniały się w ciągu ostatnich 3 miesięcy od „zaliczenia” poprzez złamanie 4 godzin, do złamania 3:30. Swój debiut zakończyłem wynikiem 3:19:04!
Odpoczywając po tym maratonie, jeszcze tego samego dnia stawierdziłem, że chcę jeszcze, chcę więcej i chcę szybciej! Bieganie pochłonęło mnie na dobre.