Nagle

Nagle

Z dnia na dzień, nagle, choć nie bez ostrzeżenia – wszak wieści napływające ze świata mogły dać do myślenia, że coś się dzieje. Wtedy jeszcze wizja pozamykania szkół, reatauracji, kawiarń, galerii i spowolnienie życia publicznego wydawała się tak odrealniona, że aż śmieszna i niemożliwa.

Nagle

Dobrze że E. dba o domowe zapasy od lat. U nas zawsze jest coś na czarną godzinę, mamy też zapas słoików od Rodziców. Gdyby nie to, w środę 11 marca i kilka nastepnych dni nie miałbym co włożyć do garnka. Przez 2 dni nie mogłem się z tego pozbierać. Dałem nawet upust swoim doświadczeniom na fejsbuku.

Nagle

Poodwoływano wszystkie imprezy masowe, większe i mniejsze. Nie mogłem uwierzyć w ten lament – setki tysięcy ludzi utracili źródło dochodu z dnia na dzień, doświadczenia z innych krajów pokazują brak prespektyw na szybką poprawę sytuacji, a biegacze załamują ręce, bo przecież sezon z głowy. Treningowy sezon z głowy, kurwa! – ludziom z powodu tej epidemii życia się załamią, nie spłacą kredytu na dom, mieszkanie, czy choćby czynszu. Biadolenie o zmarnowanym sezonie biegowym jest tak niedojrzale odrealnione, że nie zamierzam z tym dyskutować.

Nagle

Przez 2 dni nie biegałem. Bałem się wyjść – bo przecież powinienem siedzieć na dupie i nie gromadzić się. W końcu się odważyłem – nad ranem, prawie w nocy, tak by nikogo na drodze nie spotkać. Nie spotkałem.

Nagle

Odpuszczam założone plany, skupiam się na pracy nad techniką i pracy nad techniką. Biegam głównie w lesie, ale nie będę o tym pisał w najbliższym czasie. Nie mam żadnego powodu by w obliczu tego, co się dzieje, pisać o treningu, kilometrach, czy tempach.


PS. Oryginalny tytył posta i każdego z nagłówków to „Jebło”