Plan 2020

Chętnie czytam o planach startowych innych, jednak z roku na rok coraz mniej chętnie piszę o swoich. Po części dlatego, że z 70% destynacji można wydedukować z tego bloga gdyż po prostu lubię startować w dobrych, sprawdzonych imprezach.. a może po prostu starzeję się i przestają pozytywnie reagować na nieznane? Druga strona medalu jest taka, że w 2018 roku przepłakałem w poduszkę i odpuściłem tyle startów, że – choć nie jestem przesądny – to nie chcę mówić za wcześnie jakbym nie chciał zapeszać.

Maratony

Gdańsk Maraton, Maraton Solidarności

O biegach na własnym podwórku rozpisywałem się już wielokrotnie. To jak powrót do „meczów o wszystko” rozgrywanych na placach zabaw pomiędzy blokami. Za bramki służyły nam szkolne plecaki, wysłużoną, wytartą piłkę miał co najwyżej jeden na kilku dzieciaków – czasem jeden na cały blok. Graliśmy bez opamiętania, nie potrzebowaliśmy wody do picia, ubrań na zmianę, butów czy ręczników do wytarcia twarzy. Do domów wracaliśmy z twarzami pokrytymi szarym kurzem, na którym strużki wymywały dziwaczne wzory. Z siniakami, pokiereszowani i poobdzierani – z oczami błyszczącymi satysfakcją po każdej strzelonej bramce.

Poznań Maraton, Maraton Warszawski

Tu będę się wahał. Do Poznania mam ogromny sentyment a po drodze można wlecieć do yacoola na dokręcenie sprężyny przed startem. Ale nigdy nie biegłem Maratonu Warszawskiego i jestem prawie pewien że to jest dobry maraton. Z drugiej strony Poznań biegłem już 5 razy, ale też Warszawski jest niebezpiecznie blisko Maratonu Solidarności. Jak żyć?

Półmaratony

Chciałbym poprawić się w półmaratonie. Myśląc o sub 2:30, powinienem „śmigać” połówki w okolicach 1:12 (tempo 3:25/km).. ykhm. Na dzień dzisiejszy nawet kilometrówek nie biegam w takim tempie, ale cóż – kwestia treningu. Teoretycznie najbliżej byłoby na półmaraton do Gdyni, ale rozważam też półmaraton w Poznaniu. Obie imprezy gwarantują dobre warunki do bicia życiówek, pozostaje tylko wybrać:) Zupełnie luźno pod sufitem wiszą baloniki z pomysłami typu Półmaraton Grudziądz-Rulewo, Półmaraton Ziemi Puckiej, czy Półmaraton Praski. Jeśli najdzie mnie ochota, wybiorę któryś z nich. Po głowie krąży mi też wyrównanie rachunku na Półmaratonie Stolema – w 2018 roku zająłem II miejsce open, wygrałem odkurzacz i..kontuzję która wyeliminowała mnie z biegania na 6 tygodni.

Dychy

Może skuszę się na któryś z biegów w Gdyni – z pewnością nie Urodzinowy. Może Europejski lub Świętojański? Chętnie poumieram na Biegu do Źródeł.. i może (w końcu) Bieg Westerplatte? Rok w rok coś krzyżuje mi plany, czy tym razem się uda?

Piątki

Co jakiś czas postaram się odwiedzić Parkrun, ale przynajmniej do Maratonu Gdańskiego nie będzie to zbyt często. W swojej tygodniowej rozkładówce umieściłem długie treningi właśnie w sobotę, co kłóci się z bieganiem Parkruna, chyba że tą jednostką będzie TLT (Treshold, Long, Treshold) – w takim układzie szybka piątka na koniec pasuje niczym ostatni klocek do układanki.

Inne

Co nie oznacza gorsze, wręcz przeciwnie. Na pierwszym miejscu, jeszcze przed maratonami stoi Narie. Nazwijcie mnie zgnuśniałym dziadem niechętnym do zmian, nie dbam o to – Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie musi pojawić się w moim kalendarzu. W ubiegłym roku pobiegłem bez formy – w tym znów chcę zawalczyć o najwyższe miejsce, przeżyć katharsis na Saharze – spłonąć żywcem i odrodzić się na nowo!

Drugi bieg do którego czuję sentyment przez skórę (jeszcze nie brałem udziału) to Kaszubska Poniewierka. Nie ma na Pomorzu zawodów rozgrywanych w piękniejszej scenerii. Co roku jak zahipnotyzowany przeglądam galerię biegu i solennie obiecuję sobie wziąć udział w kolejnej edycji. No więc tym biorę! Podnosząc przyłbicę zapowiadam otwarcie – atakuję rekord trasy 30km i walczę o zwycięstwo.


No i jak? Startujecie gdzieś ze mną?