Nocny Biegacz

W tym tygodniu postanowilem wypróbować wieczorne bieganie. Mamy grudzień i nie ma znaczenia czy biegasz rano czy wieczorem. Biegasz po ciemku, w chłodzie, wietrze i w lekkim szoku, że jeszcze chwilę temu można było biegać na krótko, a dziś wyjście na bieg to cała pocedura i z 2x więcej ciuchów do założenia.

Różne są oblicza biegania rankiem, ale na pewno jednym z ostatnich jest radosne wyskoczenie spod pierzyny. Z tym u mnie jest trudno i niestety przestawianie budzika to codzienność. Często kończy się  tym, że gdy już wreszcie wstaję, mam tak mało czasu na trening, że muszę skrócić zaplanowaną jednostkę i ze wszystkim nadganiać od samego rana. A spieszyć się bardzo nie lubię – i nawet nie o tempo pracy tu chodzi a samą świadomość presji czasu.

Postanowiłem więc spróbować pobiegać wieczorem iiiii – eureka! spędzenie 10 minut dłużej przestało być problemem który musiałbym kalkulować pod kątem wpasowania do grafiku – pełen luz! Wreszcie mogłem zrobić swobodnie trening taki jaki chciałem, a nie taki na jaki pozostało czasu. Już sama świadomość braku tej presji pozwoliła cierpliwie popracować nad techniką na poziomie skupienia którego dawno już nie miałem. Efekty zauważyłem od razu – uwolnione taśmy powięziowe zaangażowałem w ruch biegowy tak mocno, że literalnie czułem, jakby ktoś okładał z otwartej dłoni moją potylicę.

Cierpliwe poszukiwanie odczuć, słuchanie odpowiedzi ciała na bodziec i zmiany w nim, to konieczność przy przeprojektowaniu ruchu. Zafiksowany zadaniowo na porannym bieganiu bezwiednie zboczyłem z tego kursu.


Wczoraj wybrałem bieżnię elektryczną, z którą od czasu napisania relacji, bardziej się polubiłem. Szczególnie doceniam te bieżnie, które mają możliwość ustawienia ujemnego nachylenia – zbiegu. W Gdańsku znam tylko jedną siłownię z takim sprzętem – to Premium Gym przy Tesco – znacie inne? – dajcie info w komentarzu!

Dlaczego ten zbieg jest taki ważny?
Na zawodach nie zawsze się zbiega, często jest płasko, a nawet pod górkę, dlaczego więc ćwiczyć zbieg?

Odpowiem jednym słowem – przeciążenia. To one w czasie ruchu działają na nasze ciało, na zbiegu są jeszcze większe. To przeciążenia rozciągające taśmy powięziowe sprowokują je do wzmocnienia wzdłuż działających nań sił. Zbieganie pozwala dawkować te przeciążenie z aptekarską precyzją – czyli nie za mocno, ale też nie za słabo.

Języczkiem u wagi jest tu panowanie nad ruchem.

  • Jeśli tracisz kontrolę, musisz używać ramion i barków do łapania równowagi – jest za szybko lub za stromo.
  • Jeśli zaś zbiegasz stabilnie, bez rotacji tułowiem i wspomagającej pracy ramion – być może jest za słabo – spróbuj mocniej (szybciej lub stromiej) aby odnaleźć granicę i wówczas jej nie przekraczaj

Wzmacniające się powięzi z czasem odwdzięczą się możliwością podniesienia tej poprzeczki.

Mimo że spędziłem godzinę w miejscu, nie nudziłem się ani przez chwilę – 16.5km (avg 3:39) narastająco od 15 do 17.5km/h i ze zmiennym nachyleniem od -1% do +1%. Dwukrotnie też przyspieszyłem do 21km/h i dało się wytrzymać – tak na zbiegu jak i na płaskim. Nie poczułem tego treningu – tak płuca jak i mięśnie pozostały nietknięte, co bardzo cieszy.

Na koniec najważniejsza zaleta nocnego biegania – regeneracja! Nie znam lepszego zakończenia treningu, niż położyć się po wszystkim spać:)