Człowiek – zakwas

Kilkanaście lat temu zapanowała moda na Parkour. Przemierzanie miasta na wskroś, pokonywanie przeszkód, wspinaczki, zwisy czy dłuugie skoki stanowiły jakąś wizję ucieczki i buntu dla młodych chłopaków. Pokochałem to od pierwszego wejrzenia – zapragnąlem tak skakać, stać na rękach, latać nad przeszkodami czując wiatr we włosach (wtedy je jeszcze miałem..). Pierwsze treningi zacząłem po dwuletniej przerwie od jakiejkolwiek aktywności fizycznej, więc – jak pewnie się domyślacie – skończyło się zakwasami. Przez miesiąc(!) nie mogłem normalnie usiąść na krześle – spadałem na nie jak worek ziemniaków. Bolało mnie wszystko – mięśnie od ewolucji, dłonie poharatane od przeszkód i pełne odcisków, plecy od setek prób stania na rękach. Po treningach zawsze wypalałem kilka papierosów. Czułem sie doskonale.

Palm Spin. Palec do budki, kto potrafi(ł)😀

Kilka lat temu wybuchła moda na bieganie. Które dla wielu – i dla mnie również stanowiło i stanowi jakąś formę ucieczki. Początkowo biegłem w kierunku przeciwnym od nałogu, obecnie – odpowiedź jest bardziej złożona i chyba wyczerpałem temat we wpisie: „Dlaczego Biegam„. Przez kilka lat przeszedłem mocną ewolucję w podejściu do trenowania biegania – od 2-3 rekreacyjnych jogingów na tydzień, poprzez bieganie 10x w tygodniu (tak, 2x dziennie) i dodatkowe sesje treningu siłowego, aż po stan obecny, w którym zamierzeniem jest ciągłe utrzymywanie się w gotowości startowej. Po treningach nie wypalam już papierosów. Czuję się doskonale.

Minioną niedzielę wybrałem się ze starszym synem w miejsce, gdzie wspomniany Parkour można ćwiczyć do woli, w bezpieczniejszych warunkach niż ulica. Wchłonęło nas na półtorej godziny. Znów nie mogę normalnie usiąść na krześle. Czuję się doskonale 😉


Foto tytułowe to tzw Wallrun – screen z filmiku o rozdzielczości – uwaga – 388×244 略