Zaspokojenie niedosytu

Znacie to uczucie, kiedy w nogach czujecie gaz, ale nie możecie go wykorzystać? Miałem tak w Poznaniu, gdy mijaliśmy półmetek ok 1:20, a ja jechałem ekonomicznie na piątce, choć w głowie miałem (wtedy jeszcze miałem, po 33km już nie:)) ochotę zredukować bieg, wcisnąć gaz do dechy i poczuć jak przyspieszenie wciska mnie w fotel.

Na maratonie ta potrzeba przetestowania się w szybszym i dłuższym wysiłku nie znalazła ujścia. W ogóle niewiele mam biegów w swojej karierze które pokonałem z zuchwałością na granicy rozsądku. Dużo częściej biegam zachowawczo i osiągam wyniki o ktorych możecie tu poczytac. Jednakże zmęczenie po zawodach, samopoczucie czy nawet głupie tętno wołają jednym chórem:

Możesz więcej

Wiem że mogę – odwrotnie niż większość biegaczy, wartość moich wyników wzrasta z dystansem. Wielu dołoży mi sekundy i minuty w wyścigu na 5 i 10km. Trochę mniej na półmaratonie, a w maratonie role się odwracają i zazwyczaj to ja dokładam przeciwnikom minuty.

Z półmaratonami w Gdańsku nie było mi po drodze. A że to listopad i najczęściej byłem w zupełnie innej fazie treningu, a że może będzie zimno i po co ścigać się w złym warunie, ale największe znaczenie ma fakt, że specyfikę rywalizacji na tym dystansie trudno mi polubić. Toż to prawie 80 minut wysiłku tylko nieznacznie bardziej komfortowego tempa niż w biegu na dychę! Jest szybko, w płucach już pali a w żoładku kotłuje i nieprzyjemnie grzeje. Nie ma czasu na heheszki i machanie do kibiców, więc jeśli wynik ma być dobry, po prostu

Trzeba zapierdalać

Dokładnie to mam zamiar zrobić 17 listopada podczas Pólamaraton Gdańsk. Podnoszę przyłbicę i wołam – biegnę na 1:15, szukam śmiałków chętnych współpracować na taki wynik.


Tytułowe foto jest z Półmaratonu Gdańsk w 2015 roku, byłoby spoko, gdyby nie ta technika biegu, eh;)