Moja obawa

Do startu zostało niespełna 70 godzin, niecałe 3 doby. To najwyższy czas aby przedstartowa telepawka zaczęła powoli przenikać wszystkie aspekty funkcjonowania. Mózg broni ciało przed wysiłkiem jak może, fundując zestaw nieśmiertelnych pytań typu szach-mat:

  • Co jeśli się nie dotrenowałeś i źle obierzesz tempo – zdechniesz i będziesz człapał ostatnie kilometry jak zombie
  • A jak Cię ktoś na ostatniej prostej wyprzedzi, bosz – co za wsyd
  • takiś kozak na maratonach a jednak na parkrunie nie potrafisz zostawić serca na trasie
  • przystanek kupa – będzie czy nie będzie?
  • rozwiązane sznurowadło
  • nie dostaniesz wody na 35 kilometrze (true story – na tym maratonie już 2 razy)

I trzeba jakoś to przetrzymać. Nieraz już wspominałem – przygotowania maratońskie są trudne, wstawanie o 4 rano jest trudne, ale – cholera – wytrzymanie ostatnich dni, to jest dopiero wyzwanie. NIC już nie można poprawić, ale całkiem sporo spraw można koncertowo spieprzyć. Chodzę niespokojny, słabo śpię a w żołądku wciąż coś się miele. Taki wpis to okazja by choć na chwilę oczyścić myśli przeklejając je na wirtualny papier.

Statystki są bezlitosne. Maraton Solidarności pokonywałem 4 razy (2013, 2014, 2015, 2017). Za każdym razem zbierałem srogi łomot i biegałem niechlubny postive-split (druga połowa wolniej niż pierwsza). Czy to przez brak doświadczenia, zuchwałość czy przez niedotrenowanie – na ostatniej dyszce zawsze czułem się pokonany.

Bezlitosna jest też trasa – prawie płaska, ale na pierwszych 15 kilometrach dominują delikatne dłuugie zbiegi. Łatwo rozpędzić sie o kilka sekund/km za szybko, uwierzyć że to dziś jest ten dzień. Kara jest dotkliwa, długa i bolesna – proporcjonalna do kwadratu ułańskości przeszacowania tempa, a cierpienie rośnie wykładniczo.

Od tych wątpliwości uciekam w całkiem nieistotne detale:

  • Wziąć 3 czy 4 żele? a może w ogóle 6 i futrować się jak jeszcze nigdy?
  • Do ocierania potu z czoła, tfu – głowy wziąć buffa czy rękawek?Skarpety białe czy czarne 😐 Tak, naprawdę się nad tym zastanawiam 😉
  • Do pomiaru wziąć ciężkiego Fenixa 5X czy dwukrotnie lżejszego Forerunnera 630?
  • Rozpocząć tempem na 2:45 czy 2:49?
  • Ogoliłem już pachy. Czy ogolić nogi?

Dziś jeszcze rozpoczynam ładowanie węglowodanami. Bynajmniej nie oznacza to u mnie pochłaniania olbrzymich ilości jedzenia, a raczej przesunięcie makrosów w stronę węglowodanów i dbanie o to by nie zjeść niczego ciężkostrawnego, zalegającego później przez dekady w żołądku. Jeśli dobrze pójdzie – w środę i czwartkowy ranek będę chodził z nieznośnym bólem głowy (nie żołądka) – to pewny znak, że paliwa na maraton jest pod korek.

22 miesiące temu, po maratonie w Poznaniu, podjąłem decyzję o wznowieniu pracy nad techniką biegu. Nie sposób jej jeszcze sensownie podsumować, szczególnie że analizy wideo nie pozostawiają wątpliwości, że przede mną wciąż bardzo dużo pracy. Nie czuję się wytrenowany na 100% możliwości, ale na pewno nie jestem przetrenowany – od maja przekroczyłem 100km tygodniowo tylko kilka razy i unikałem nakładającego się zmęczenia. Jestem na etapie na którym regularny trening nieprzerwany kontuzjami dopiero „zaskoczył”, odblokowuję wciąż nieaktwyne rezerwy ruchowe. W czwartek wystartuję z Gdyni na wynik <2:45 i życzeniem pozostawienia rezerw na dowalenie do pieca w drugiej połowie dystansu. Pogoda zapowiada się nienajgorzej, więc może być ciekawie – stay tuned:)


Tytułowe foto – fotografia kreatywna