Open water

Testy butów dały mi do myślenia. Gdy wróciłem do domu i obejrzałem statystyki biegu, moją uwagę przykuł jeden z parametrów wyraźnie inny niż zazwyczaj. Czas kontaktu z podłożem podczas zbiegania wynosił 167 milisekund! Pamiętam dobrze odczucia które towarzyszyły mi podczas tego zbiegu – przypominały mocne, bardzo szybkie elektrowstrząsy i następujące po nich momentalne rozluźnienie. Charakter zbiegu i jego tempo wymusiły taki rytm pracy – gdybym rozluźniał się wolniej nie rozpędziłbym sie do szybkości <3:00 tylko siłą grawitacji.

Tego samego wieczora yacool podesłał propozycję ćwiczenia szybkiego zejścia w nodze podporowej, którego efektem ma być właśnie bardzo krótki czas kontaktu. Rękawicę podjąłem już następnego dnia. Jeśli ktoś z Was mijał mnie w sobotę rano dziwnie skulonego i podrygującego w podejrzanej pozycji – tak wyglądają ćwiczenia techniki biegu:) Same efekty ćwiczeń przetestowałem na rozbieganiu, gdzie samym rozluźnieniem doszedłem do tempa 4:00 z czasem kontaktu 190 milisekund.

Jednak najważniejszym treningiem obecnie jest praca na największych przeciążeniach, które jeszcze nie rozwalają techniki biegu. Teraz jest to około 3:30-3:15 i realizuję je odcinkach dwustumetrowych – dłuugi krok, niska kadencja, krótki czas kontaktu. W niedzielę ze spokojem udawało się wchodzić na tempa rzędu 3:10 z bardzo krótkim czasem kontaktu rzędu 180 milisekund. 24 odcinki wystarczyły by odesłać mnie na odpoczynek na całą niedzielę i poniedziałek.

Wtorek to rozbieganie bez żadnej historii – ot 11km człapania po mieście. Natomiast środa wymaga już osobnego akapitu:)

Cały rok czekam na takie treningi – upał, słońce i skwar. Pobiegłem w Otomiński las w samych tylko spodenkach, bez pulsometru, bez bidonu. Gdy zatrzymałem się na chwilę w połowie trasy, fala szczypiącego potu zalała mi oczy. Droga powrotna wiodła pod górkę, a właściwie – pod górkę i pagórki. W tę właśnie część trasy wplotłem 8 dwusetek z truchtem w ramach odpoczynku. Na koniec wbiegłem prosto w kojące wody jeziora Otomińskiego na schłodzenie – trening idealny:)

Chwila swobodnego dryfowania w wodzie obudziła chęć popływania nieco dłużej. Wieczorem wytargałem z szafy piankę, bojkę zabezpieczającą i popluskałem się przez 2km w jeziorze Wysockim. Jesli ktoś z Was zastanawia się, czy można otwierać sezon Open Water, odpowiadam: Nie można – trzeba!