Spokojne BNP

W niedzielę o 6 rano zwlokłem się z łóżka. Ociężały i zaspany wyjrzałem przez okno i szukałem powodów by przełożyć trening. Trochę wiało, temperautra ok 6°C, jasno. Ubrałem więc letnią wersję stroju + buffa na głowę i wyszedłem.

Planowałem 26 kilometrów BNP – biegu z narastającą prędkością. Zazwyczaj rozpoczynam takie treningi tempem <4:00 min/km, ale nie tym razem. Miałem przed sobą dystans którego nie podejmowałem od ponad roku – zacząłem więc po 4:10-4:05.

Przyspieszenie przyszło „samo” po 10 czy 11 kilometrach. Zawróciłem wtedy i biegłem już z wiatrem – utrzymując tempo <3:55 i tętno na granicy 1 i 2 zakresu. Przyspieszyłem jeszcze symbolicznie do ~3:50 po 23 kilometrze, by ostatni – 27 kilometr polecieć szybciej – po 3:30. Serce zabiło szybciej dopiero na sam koniec, nieśmiało zahaczając o 3 zakres. Średnie tempo ustaliło się na poziomie 3:57 – znośnie:)

Fakt, że ten trening „wyszedł” tak od niechcenia, bez energetycznych zjazdów, skurczy czy kryzysów, dał mi do myślenia. Im dłużej biegłem, tym lepiej się czułem. Tętno stało w miejscu. Ostatecznie więc zapisałem się na 5. Gdańsk Maraton i wystartuję 14 kwietnia.

Nie wiem jeszcze, jakie tempo zaatakuję. Nie nastawiam się na życiówkę – i nie jestem przygotowany na bieg po taki wynik. Myślę o okolicach 2:45 i na taki czas zamierzam otworzyć bieg. Co będzie dalej – zobaczymy:)


PS: Pewnie już wiecie z fejsa, ale jeśli nie – zapraszam do zainstalowania na Wasze Garminy mojej tarczy odliczającej czas do maratonu!