Wątpliwości

Nie panuję nad treningiem. Intensywność bodźców w tygodniowym cyklu powinna być tak rozplanowana, aby w dni w które w planie są trudne treningi – mieć na nie siły.
Tymczasem obserwuję, że niewinne dwusetki poprzedzające te treningi są mocniejszym bodźcem od biegów ciągłych. Tradycyjnie już w środę i niedzielę, nie mam siły podnieść się z łózka, mimo że dzień wcześniej zwykłem śmigać odcinki 200 metrów w tempie 3:10, z krokiem 190-200cm.

Środowe 16km jeszcze jakoś „weszło” po ok 3:50min/km, ale wczorajsza niedziela dopiero dała mi do myślenia. Ledwie zmieściłem się w średniej 4:00/km na 21 kilometrach, lecz za nic nie miałem żywotności by przyspieszyć. W ruchu brakowało iskry, agresji. Co warto zaznaczyć – męczyłem trening niemożebnie – ale serce spokojnie łupało sobie w rytm z pogranicza 1 i 2 zakresu:)

Można wysnuć wniosek, że akcentem w moim planie są właśnie owe dwusetki. Jak to możliwe? Odpowiedź tkwi w jednym słowie – przeciążenia. Przy prędkości ~20km/h są one ~80% większe niż przy prędkości 15km/h.

Tętno na treningach spada. Krok się wydłuża. Czuję coraz większy spokój w okolicach temp 3:10. Na rozbieganiach tempo „samo” dochodzi do 4:10, bez zaangażowania. Ale na akcentach póki co – tragedia.

Występ w Gdańskim Maratonie i nabieganie 2:50 mnie nie interesuje, dlatego zacząłem wątpić w swój udział. Najbliższe tygodnie pokażą, czy jestem gotowy na bieg w okolicach rekordu życiowego.

Post navigation