Dwieście centymetrów

Odpoczynek od akcentu w środku tygodnia pozwolił mi zakończyć go z małym przytupem. Czwartek i piątek to tylko delikatne rozbiegania. Przystawka i danie główne czekały w weekend – w sobotę znów dwusetki, w niedzielę bieg ciągły.

Przed serią 10×200 zrobiłem jeszcze ekperymentalny rodzaj rozgrzewki, mobilizacji którą testujemy w grupie yacoola z parawruch.pl Takie pobudzenie bardzo się sprawdziło – i dwusetki porobiłem z zapasem swobody po 3:10- 3:00. Im szybciej biegłem, tym mocniej czułem eksplozję miednicy w przód. Miałem wręcz problem aby zapanować nad tą siłą – zdążyć rozluźnić się wystarczająco szybko i pozwolić ciału lecieć. Tu czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, prędkości powoli rosną, ale wciąż czuję że nie wykorzystuję potencjału kinetycznego, który generuję z każdym krokiem. Tzn. wykorzystuję jakieś 40-60% – czyli mizernie. Pomimo tej miernoty zanotowałem rekordowe długości kroku – przekroczyłem już 200cm!

Bieg Ciągły w niedzielę napawał mnie obawą. Poprzednich dwóch takich treningów nie wykonałem tak jak trzeba. A to zatrzymałem się w połowie na postój, a to nie dałem rady utrzymać tempa i zwolniłem w drugiej połowie – wreszcie przyszła pora na przerwanie tej pesymistycznej passy. Po 3km rozgrzewki (3:59/km) i mobilizacji podjąłem 17km nieprzerwanego biegu. Rozpocząłem po ~3:55 przez pierwsze 7 kilometrów, by później delikatnie podkręcić tempo. Udało się – z Sopotu wracałem już w tempie 3:50, bez większych kryzysów. Ostatni kilometr pozwoliłem sobie docisnąć do 3:43.

Pomimo narastającego tempa, nie traktuję tego jako BNP (Bieg z Narastającą Prędkością) gdyż w takim akcencie zmiana prędkości jest bardziej wyraźna, a tempa drugiej połowy zdecydowanie mniej komfortowe, serce podbijane rytmem trzeciego zakresu podchodzi do gardła.. no i ostatni kilometr musiałby być „w trupa” – takie atrakcje dopiero w następną niedzielę:)