Czym jest sprężyna

Kilka miesięcy temu zacząłem konkretną pracę nad zmianą ruchu biegowego. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że proces został zakończony i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie. Mam jednak przemyślenia, że zmiana ruchu wytworzyła pewien dodatkowy dystans w przekazie, przez który moje wpisy mogą spotkać się z mniejszym zrozumieniem. Poniżej możliwie krótki poradnik, wyjaśnienie.

Najpierw zastosuję matematyczny zabieg określenia zbioru przez zaprzeczenie jego dopełnienia, czyli

Czym sprężyna nie jest

  • Lądowaniem na śródstopiu
  • Ruchem zaczynającym się od ręki
  • Ruchem zaczynającym się od nogi
  • Odpychaniem się z napiętych łydek
  • Grzebnięciem, mięśniowym zagarnianiem nogi do tyłu
  • Zamaszystą, wymuszoną pracą rąk
  • Mięśniowym podciąganiem łydek pod pośladki (mięśniowe wymuszanie wahadła tylnego)

Teraz możemy spróbować przejść do określenia tego, czym jest ruch sprężynujący. To skoordynowany ruch całego ciała. Rozluźniona stopa, łydka, udo, biodra, kręgosłup, głowa lądują na ziemi. Kolano nogi podporowej ucieka lekko do wewnątrz – dzięki luźnemu tyłkowi. Pozwala to naciągnąć taśmę mięśniową od palucha stopy do czepca ścięgnistego na głowie, mięśnie czworogłowe, pośladkowe (i nie wiem, które jeszcze). Można określić to fazą ładowania – energia lądującego ciała naładowała, naciągnęła sprężynę. W pewnym momencie wszystkie te napięte taśmy zaczynają wracać do wcześniejszej długości. To jedyny moment w ruchu sprężynującym na akcje mięśniową – skoordynowane i bardzo szybkie napięcie wracających do dawnej długości taśm mięśniowo ścięgnistych wyrzuca miednicę do przodu. Moment oderwania od ziemi to czas gdy całe ciało powinno być rozluźnione. Cała sprężyna to około 200 milisekund. Reszta to rozluźnienie.

Gdzie poleci noga zakroczna i jak wysoko jest wyłącznie funkcją rozluźnienia i szybkości ruchu uda. Ręce luźne, jeśli pracują – to tylko w momencie wyżej opisanej spinki – łokieć leci do tyłu. Drugie przedramię luźno i blisko żeber nie leci do przodu w momencie odbicia – jeśli już, to delikatnie gila klatkę piersiową.

Mało zauważalne w tym ruchu, a niezwykle istotne są plecy i głowa. Ich rozluźnienie w fazie lotu i ładowania jest konieczne do uruchomienia globalnej sprężyny całego ciała.

Po więcej niuansów i odniesień naukowych odsyłam do parawruch.pl dla tych, którzy spytają „Antek, co ty pieprzysz?” Polecam przyjrzenie sie ruchowi Kipchoge z próby sub2, lub relacji z rekordu świata maratonu w Berlinie. Zaobserwować można wszystkie opisane wyżej elementy sprężyny.

A co nam do tego, zwykłym amatorom?

Nic. Zachęcam ale nie zmuszam nikogo do zmiany ruchu. To trudna droga wymagająca bezkompromisowego poświęcenia „kariery” biegowej przez bliżej nieokreślony czas. Zanim zacząłem pracować nad ruchem, biegałem maraton w 2:37. Teraz na pewno jestem daleki od tego poziomu

Mimo to chcę spróbować, co robić?

Ponownie zachęcam do śledzenia parawruch.pl. Doświadczenie pokazuje jednak, że trudno zacząć zmieniać ruch bazując na opisach słownych czy nawet filmach. Mnie też wydawało się, że dobrze czuję ruch sprężynujący. Dopiero na warsztatach okazało się, że moje odczucia to ślepa uliczka.

Dalej jest jeszcze trudniej

Na początek – obudzenie w sobie sprężynowania. Robi się to w statyce, na stojąco – tzw „damskie sikanie” i inne ćwiczenia.

Ślimacze 10min/km to na tym etapie norma. Nowy ruch trzeba zakodować w układzie nerwowym jednocześnie ucząc się rozluźnienia. Choć trudno w to uwierzyć, po 2-3km takiej pracy można totalnie załatwić się mięśniowo.

Jest to też etap na przemyślenie filozofii odżywiania w treningu, który nie może już pełnić roli spalacza nadmiaru kalorii. Mało tu biegania kilometrów, więcej odpoczynku, rozluźniania i regeneracji.

Z czasem odczucia ciała zaczynają się zmieniać. Można mocniej sprężynować i stawiać dłuższe kroki. Nieludzko spada kadencja – u mnie w największym dołku wynosiła 130 przy prędkościach 5:00.

Wreszcie przebudowujące się ciało, wzmocnione powięzi i lepsze skoordynowanie pozwalają na przyspieszenie fazy ładowania i dłuższy krok w fazie lotu. Kadencja zaczyna rosnąć, krok jeszcze bardziej się wydłuża. Wzrastająca świadomość ciała pozowala na kontrolę i zabawę niuansami takimi jak pozycja głowy, poziom przechylenia ciała na prędkość biegu. Mniej więcej na tym etapie jestem teraz. Bardzo wyraźnie czuję że potrafię zaprząc grawitację do napędzenia ciała do prędkości 4:00 i szybciej, bez siłowej, sztywnej pracy.

Co będzie dalej..? Napiszę, jeśli uda mi sie osiągnąć ten etap:)

Post navigation