SRT – wyżej

Scenariusze niektórych filmów nie wykorzystują możliwości jakie daje zwrot akcji. Następująca po nim niespójna lub monotonna fabuła sprawia, że dzieło jest siermiężne i wymagające w odbiorze. I nie chodzi o poziom intelektualny, a raczej trudność jaką widz musi przezwyciężyć by nie zatrzymać odtwarzania a jednocześnie nie umrzeć z nudów.

Moje treningi zdają się wiać nudą, przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę średnie tempa i dystanse. Przebiegnięcie 10 kilometrów wciąż nie jest takie proste jak oczekiwałem. Podobnie tempo, na które zwracam uwagę już wyłącznie biernie – odczytuję je podczas tzw: autolapa co 1km.

Główny ekran biegu garmina przestawiłem na oscylacje pionowe, kadencję i długość kroku. Poszukuję takiego ruchu i Rytmu, przy którym wartość wybicia w górę będzie największa. Ostatni tydzień to wzrost tych oscylacji z 12 do ponad 14 centymetrów. Wydaje się niewiele, ale czuję różnicę w każdym kroku. Do tego przebieram nogami jak w slow motion z częstością 150 kroków na minutę (pamiętacie sakramenatalne 180 kroków na minutę?) Skupieniu się na tej pracy towarzyszy spadek tempa biegu do 5min/km. Każda próba przyspieszenia to gubienie Rytmu i luzu. Pozostaję więc w tej krainie do czasu nauki pełnej kontroli sprężynowania. Kiedyś mnie z niej wystrzeli – ale kiedy – nie mam pojęcia.

W całym tym poszukiwaniu nowego ruchu znamienne jest, że zmęczenie odczuwam w zupełnie innych rejonach ciała. Już nie łydki czy m.czworogłowe, a pośladki i plecy dają o sobie znać po treningu. Mam też wrażenie, że nareszcie puściłem (rozluźniłem) ramiona. Dotychczas lekko rozchylałem je na boki, jakbym pod pachą nosił butelkę wody. Teraz wiszą jak na wieszaku:)

Yacool zaproponował mi udział w jego warsztatach biegowych w nadchodzący weekend. Bardzo się ucieszyłem, ponieważ to na jego pracy i doświadczeniach staram się opierać pracę nad swoim ruchem.