SRT – znowu

5 dni przerwy. Znów. Odpoczywałem od biegania, rozciągałem się tak jak najbardziej nie lubię (siady płotkarskie:/ – zalecenia fizjo ) i czekałem. W najważniejszym okresie przed maratonem, w którym cokolwiek jeszcze można wytrenować, musiałem odpuścić.

Źródło tego przeciążenia znajduję kilkanaście dni wcześniej. W tygodniu treningowym podjąłem 2 biegi (27km wycieczka w czwartek i 30km BNP w niedzielę) poza tym oczywiście siła biegowa we wtorek i sobotę, dwusetki w piątek, aha – zapomniałem o WB2 w środę – 21km w 3:48. Zebrało się tego 140km – rekordowo dużo po zmianie techniki, ale przecież dawałem radę, to powinienem dokładać, prawda?

Po takiej wyrypie następne dni czulem coś w biodrze i wylądowałem u fizjo. Liczyłem, że uda się wyleczyć, jednocześnie trenując. W ten sposób dotarłem do początku tego tygodnia, gdzie nie mogłem już postawić ani jednego kroku biegiem.

Dopiero dziś odważyłem się potruchtać. Co będzie dalej, pokażą następne dni. Nie wiem czy nie odpuszczę startu w maratonie – bieg wyłącznie na zaliczenie mnie nie interesuje.

Zmiana techniki biegu powoduje u mnie przeciążenia coraz bardziej oddalone od podłoża. Zaczęło się od stóp, następnie cholernie bolały kostki. Później mięśnie płaszczkowate i mięśnie goleni, których bólu do dziś nie potrafię zapomnieć. Obecnie mięśnie czworogłowe i biodro. Co jeszcze przeciążę, w poszukiwaniu optymalnego ruchu? Brzuch? Plecy? Kark? A może język:)


Zdjęcie tytułowe jest z ubiegłego tygodnia. Chciałem sprawdzić jak bardzo cofnięte jest biodro w kroku biegowym.