SRT – Napinanie sprężyny

Organizm bardzo szybko przyzwyczaja się do braku obciążeń. Wystarczy kilkanaście dni bez biegania, by dzień po treningach odczuwać dawno zapomniane zakwasy, tfu – DOMS. Z bólów spowodowanych przeciążeniem płynnie przeszedłem do tych, znanych każdemu rozpoczynającemu trening po dłuższej przerwie.

Codzienne rozciąganie i rolowanie jest w tej sytuacji koniecznością i zamienia obite, zesztywniałe mięśnie we względnie gotowe do podjęcia pracy na następnym treningu. Wciąż nasłuchuję niepokojących sygnałów, ale nic się nie dzieje. Z nową techniką biegu jestem już coraz bardziej oswojony. Jednym słowem – czas wchodzić w trening!

Dziś zaplanowałem Siłę Biegową w formie podbiegów (7x200metrów, powrót truchtem). Czytając posty z zamierzchłych czasów dowiecie się, że kiedyś zamiast podbiegów uwielbiałem katować wieloskoki.  Wciąż uważam, że to piekielnie dobra jednostka, ale od czasu kontuzji achillesa boję się je stosować (choć nie wieloskoki ją spowodowały). Zamiast tego wybieram podbiegi, które są nieco mniejszym wyzwaniem dla układu ruchu.

Dzisiejszego ranka nawet wyjście na zewnątrz stanowiło wyzwanie dla siły.. woli:) Szalejąca wichura obiecywała niezapomniane wrażenia, okraszane zacinającym deszczem. Chytrze sprawdziłem kierunek wiatru, i tak dobrałem trasę aby w drugiej połowie dystansu przyjąć go w plecy. Zadziałało – a ja udowodniłem sobie i głowie że zawierucha 40km/h nie musi oznaczać wizyty na siłowni. Do biegowego dzienniczka dopisałem 18 kilometrów:)


Zależnie od samopoczucia, jutro sprawdzę Bieg Ciągły. Wietrzysko ustanie akurat w czasie, gdy mam zaplanowany trening. Przypadek? – Nie sądzę 😉