Bezbiegowie

Porównanie biegania do palenia papierosów przewija się wielokrotnie we wpisach na tym blogu. Wspominam o tym nie po to by wzmocnić wagę swoich wyników – 8 lat palenia jest krzywdą wyrządzoną organizmowi. Podobieństwo obu nałogów uderza mnie najmocniej w czasie przerwy – zaplanowanej lub wymuszonej kontuzją. Istotną i raczej oczywistą różnicą jest efekt zdrowotny – choć uprawianie biegania w zakresie wykraczjącym poza rekreację nie wypada zupełnie czysto w tym zestawieniu.

Powoli kończę kolejną przerwę spowodowaną kontuzją – tym razem przeciążyłem i spiąłem  mięśnie goleni. 16 dni pauzy w treningu to spora luka. Tyle wystarczy na odczuwalny spadek wydolności, siły i sprawności. Swoje pasje próbowałem skanalizować jazdą rowerem – z miernym skutkiem. Nie znalazłem tego typowego dla biegania zmęczenia, ale zaspokoiłem potrzebę eksploracji na dłuższej wycieczce po Żuławach.

Wczoraj przetruchtałem trochę ponad 5km, każdy krok z lekką obawą i niepewnością. Nasłuchiwaniem organizmu i sygnałów jakiegokolwiek dyskomfortu, lecz ich nie odebrałem. Bieg był miękki i sprężysty, musiałem się hamować. Dziś odpoczynek i obserwowanie reakcji na ten niewielki bodziec.

Zbliża się koniec czwartego miesiąca walki o zmianę techniki biegu. Niełatwy to czas, a ofiarą tej rewolucji może okazać się cały nadchodzący sezon. Mimo to, na chwilę obecną nie wyobrażam sobie powrotu do „starego” ruchu.