SRT – po drugiej stronie

Przyjemnie pisze się o sukcesach, treningach napawających nadzieją i dobrej passie. Widoczki, selfiaczki, interwały, kalorie – wiecie sami:) Trudniej jest, jeśli pojawiają się przeszkody. Jeszcze trudniej, gdy sam sobie te przeszkody stwarzam. A najtrudniej, gdy mimo przeciwności nie odpuszczam i w końcu uderzam w treningową ścianę.

Lekki ból w prawej stopie zaczął narastać do tego stopnia, że w końcu uniemożliwił trening. Odpuściłem w momencie w którym zacząłem kaleczyć technikę i utykać. Zrobiłem 2 dni przerwy oraz odwiedziłem Fizjoterapeutę w Re-Forma.

Moje najgorsze obawy się nie potwierdziły. Stopa była dość spięta, a jej rozluźnienie wyeliminowało problem w kilka minut! Nie dostałem czerwonego światła na treningi, więc następnego dnia wyszedłem rankiem na 10km truchtu, a wieczorem – skoro było dobrze – 10km w 37 minut na bieżni w siłowni 🙂

Trudno nie łączyć tych objawów ze zmianą techniki biegu. Całe treningi pokonuję lądując na śródstopiu. Czuję swobodę w biegu i niesamowite rozluźnienie, ale – łydki nieźle dostają w kość i spinają dolną część kończyny. Próbowałem biegać z pięty, by sprawdzić czy przyniesie to ulgę łydkom, ale już trudno przestawić się na taki sposób biegania. Czuję wtedy dziwny, nienaturalny i hamujący krok.

Nie wiem, ile jeszcze przyjdzie przecierpieć w drodze do doskonałej techniki, ale nie żałuję prób. W tej chwili zabrnąłem już zbyt daleko, by po raz kolejny się wycofać:)


Tytułowe foto: Mikołaj Pietz

  • Marcin Siodelski

    Gdy zaczynałem bieganie długodystansowe kilka lat temu po kilku latach przerwy w jakiejkolwiek aktywności fizycznej zacząłem biegać z pięty. Sam nie wiem dlaczego. Może te buty z grubą podeszwą pod piętą trochę to wymuszały. Kiedyś ktoś mi puścił film, pokazujący różnicę pomiędzy biegiem z pięty i ze śródstopia. Postanowiłem spróbować ze śródstopia i nagle zrozumiałem, że przecież przez kilkanaście lat biegania po parkiecie, grając w piłkę ręczną właśnie tak biegałem. Nie da się gonić za piłką z pięty bo to jest nieefektywne i powolne. Więc czemu u licha biegnąc po ulicy nagle zmieniam technikę biegania? Postanowiłem ćwiczyć bieganie ze śródstopia i pomimo całej odczuwanej naturalności tego biegu nie było łatwo tak biec na dłuższą metę. Wystarczył kilometr biegu, żeby pojawił się skurcz. Po kilku miesiącach ostrożnego biegania w ten sposób ustąpiły skurcze i inne nagłe bóle. Jedno co pozostało, to narastające napięcie łydek i dwugłowych przy zwiększającym się obciążeniu treningowym. To może doprowadzić do problemów np. ze ścięgnem achillesa. Ja nawet naderwałem ścięgno achillesa w zeszłym roku, co wyłączyło mnie z biegania na jakieś 8 miesięcy. Ostatnie moje odkrycia wskazują, że najprostszą metodą jest rolowanie łydek i okolic ścięgna achillesa. Niekoniecznie wtedy kiedy już boli. Najlepiej nawet profilaktycznie codziennie. Roller jest teraz moim najlepszym przyjacielem, który dba o to żeby biegać bez kontuzji. Poza tym dobre rozciąganie ścięgna achillesa też stało się nieodzownym elementem rozgrzewki. Życzę powodzenia w zmianie techniki biegania. Moim zdaniem warto to zrobić, choć przy takiej ilości kilometrów jest to zawsze ryzykowne na początkowym etapie.

    • Ciekawe, że w moim przypadku dobre rozciągnięcie łydek nawet tylko przez minutę, eliminuje ból i dyskomfort. Rolki trochę się boję po ostatniej akcji, ale chyba nie ma wyjścia