SRT – przemiana – 90%

Kontynuuję prace nad zmianą techniki biegu. W ubiegłym tygodniu pokonywałem tak już 80% kilometrażu. W tym tygodniu próbuję tak podejmować całe treningi.

Niestety nie obywa się bez kłopotów.  Dopadło mnie zarówno przeziębienie jak i ból w kostce. Z kostką może bym jeszcze podyskutował, ale bieganie z gorączką nigdy nie jest dobrym pomysłem. Po 31 dniach treningu bez przerwy, odwiesiłem buty na kołek na jeden dzień.

Dziś już bez gorączki, ale z cieknącym jeszcze nosem, ruszyłem na wycieczkę biegową. Pierwsze kroki nie były najprzyjemniejsze, ale nie wykonywałem jakichś przyruchów kompensujących dyskomfort w kostce – więc nie zawróciłem:) Właściwie od początku podjąłem bieg ze śródstopia.. i czułem bieg re-we-la-cyj-nie! Mam w nogach ponad 23 tys.km i ponad 1400 treningów, więc niełatwo o euforię na zwykłym rozbieganiu.

Frunąłem. Czułem niesamowite rozluźnienie i relaks. Nic nie musiałem napinać, ciało „samo” biegło. Dokładnie czułem w jaki sposób nawet maleńka zmiana ruchu dłoni wpływa na dynamikę sprężynowania. W płucach miałem olbrzymi zapas mocy, jedynie tętno zanotowałem nieco podniesione. Luz który czułem zapamiętam na długo.

Nie jestem jeszcze pewien, że udało się zmienić technikę. Czuję, że ten moment jest blisko, ale zaczekam z obtrąbianiem sukcesu.

Z kolei nie będę czekał z wycofaniem się rakiem z deklaracji biegania krosów – to już trzeci sezon, w którym trenując je, notuję jakieś problemy. W 2014 – miałem po prostu dość, w 2015 – skręciłem i poharatałem obie kostki już na pierwszym treningu, w 2016 – kontuzja achillesa. W tym roku na każdym z tych treningów w jakiś sposób nadwerężałem stopę, lądując na nierównym podłożu. Cenię zalety krosowych treningów, ale trudno je podejmować, czując ryzyko na każdym kroku. Nie oznacza to, że zrezygnuję z biegów w lesie – lecz przestaną być one mocnym akcentem treningowym.