XXIII Maraton Solidarności – relacja

Wieczór przed biegiem napisałem, że nie jestem przygotowany. Odpuściłem trening, biegałem mniej. Zastanawiałem się, czy poznam jak bardzo „Maraton nie wybacza”? Doigrałem się sromotnie – zapraszam do relacji.

Przed startem nie czuję żadnego lęku, niepokoju. Towarzyszy mi dobry nastrój i luz. Przecież to ma być jedenasty maraton, pobiegnę na luzie – myślę. Spotykam Kamila Kunerta, do którego zabrakło mi 4 sekund w kwietniu. Razem biegniemy kilka przebieżek. Dostaję jeszcze pożegnalny buziak od E. i ustawiam się w pierwszej linii.

20863276_1502083783217917_3590370889004764314_o

Po wystrzale szybko zostaję wyprzedzony przez kilkunastu biegaczy. Zawsze zachodzę w głowę, dlaczego tak pędzą – przecież znają swoje możliwości, maratonu nie da się pokonać na chybcika, metodą ” a nuż się uda” Jeszcze nie zdaję sobie sprawy, że również obrałem zbyt wysokie tempo i boleśnie doświadczę bezlitosnej sprawiedliwości królewskiego dystansu. Po siódmym kilometrze przesuwam się na czwartą pozycję.

Do 28-30 kilometra wieje nudą. Ulice są puste i ciche. Garstki przypadkowych przechodniów nieśmiało kibicują, zatrzymani na przejściach dla pieszych. Tempo 3:45-50 utrzymuję z względną łatwością. Nie pocę się, pomimo rosnącej temperatury. Jest to problem, ponieważ pocenie i parowanie to najwydajniejszy mechanizm chłodzenia organizmu podczas wysiłku. Dzisiaj to u mnie nie działa, więc zawartość wody podawanej na punktach odżywczych wylewam w większości na siebie. Wystarcza to na kilka minut, za chwilę znów biegnę suchy jak wiór.

20904363_10213679215203729_673710981_o

Na trzydziestym kilometrze zaczynają się problemy. Najpierw lekkie skurcze łydek – znam je dobrze – które zostaną ze mną już do mety. Można z nimi biec, ale wysiłek staje się nieprzyjemny, narasta frustracja i niepokój. Postanawiam delikatnie zwolnić, by w razie konieczności walki mieć jakiekolwiek rezerwy. Biegnę przepełniony strachem i smutkiem. Na trasie powrotnej aleją Hallera nie odpowiadam na wiele pozdrowień mijających mnie z przeciwka biegaczy. Widzę Was i słyszę, ale nie mam sił odpowiedzieć. Wiem, że biegnę fatalnie, wstyd mi spojrzeć komukolwiek w twarz. Punkt odżywczy, który zaplanowano 35 kilometr, jest po przeciwnej stronie trasy. Mijam go właściwie niezauważony. Cieszę się, że chociaż bieganie o suchym pysku mam opanowane.

6 kilometrów przed końcem całą prawą nogę paraliżuje skurcz dwugłowca (to mięsień z tyłu nogi – jeden z najważniejszych w biegu). Przez dobrą minutę kuleję i utykam. Mięsień ciągnie coraz boleśniej. Jeszcze bardziej zwalniam powłócząc zablokowaną kończyną i wreszcie czuję rozluźnienie. Niestety kilkaset metrów dalej do akcji skurczowej włącza się druga noga – więc biegnę z nogami sztywniejącymi od wszystkich tylnych mięśni. Każdy krok stawiam z obawą, czy nie będzie ostatnim.

Poziom cierpienia wraz z kilometrażem zdaje się spełniać prawo Moore’a – podwaja się co kilometr:) Woda którą się polewam zmoczyła buty, które zaczęły odparzać stopy. Skurcze zaczynam czuć już nawet w ramionach. Jest tak bardzo źle, że w pewnym momencie przestaje mnie to obchodzić. Zobojętniały na wszystko wlokę noga za nogą uliczkami Starego Miasta, wśród rosnącej – nareszcie – wrzawy kibiców. Nie chcę pokazywać im jak bardzo jest źle, nie chcę biec pokurczony i sztywny. Zdobywam się na najbardziej sprężysty krok i posturę, na jaką mnie stać. Brawa i krzyki stają się coraz głośniejsze – też spełniają prawo Moore’a:)

Ostatni raz oglądam się za siebie, upewniając się, że nikt mnie nie ściga i przyspieszam ile sił w nogach, unosząc ręce w geście zwycięstwa. To tylko na pokaz – wewnątrz czuję się pokonany.

DSC_0707-PANO

Epilog

Swój występ jako sportowca oceniam miernie – ostatnie 10 kilometrów byłem bezbronny. Czwarte miejsce open zawdzięczam wyłącznie brakowi szybszych zawodników – a nie przemyślanej taktyce czy waleczności. To nie kokieteria – pobiegłem największego positive splita w życiu – druga połówka maratonu prawie 4 minuty wolniej niż pierwsza. Nagroda finansowa za 4 miejsce oraz weekend w Cetniewie dla najlepszego biegacza z trójmiasta są bardzo przyjemną osłodą w tej sytuacji.

DSC_0756

Maraton nie wybacza błędów

Gorzko przekonałem się o prawdziwości tego powiedzenia. Nie przygotowałem się siłowo i wydolnościowo. To doświadczenie wykorzystam jako nauczkę w przygotowaniu do kolejnych biegów.


Spis galerii

  • Cyran Ka

    Współczuję bólu 🙂 Gratuluję 4 miejsca, to wielki wyczyn! Ja byłam 385:P

    • Dzięki – i gratuluję zwycięskiej walki z dystansem i własnymi słabościami:)

  • Robert

    Widzę, że nie tylko ja musiałem zwolnić na końcówce 🙂
    Mi udało się trzymać założone tempo przez 33 km, potem niestety spadło i z planowanych 3:09 zrobiło się 3:14.
    Tak czy owak gratuluje wyniku!

    A swoją drogą, to bierzesz jakieś suplementy, bo z tymi skurczami to już kilka razy miałeś problemy z tego co pamiętam?

    • dzięki! co do suplementów to nie bardzo wierzę w ich skuteczność. Skurcze łapały mnie nawet, gdy wszystkie elektrolity miałem ‚pod korek’

      najmniej problemów ze skurczami miałem po solidnych przygotowaniach siłowych