XXIII Maraton Solidarności – nieprzygotowanie

Start za kilkanaście godzin. Mój jedenasty maraton – mam już jakieś doświadczenie, wiem czego się spodziewać na trasie. Sygnały zbliżającego się kryzysu znam na pamięć. Mimo to – czuję się nieprzygotowany na bieg.

Dla mnie zawody biegowe to egzamin z wykonanej pracy, z planu treningowego. Wynik ma tym większą wartość, im większy, bardziej systematyczny i przemyślany wysiłek włożono w przygotowania. Niestety – o swojej pracy nie mogę tego powiedzieć. Trenowałem sporo, momentami ciężko, ale nie czułem tego, co przed kwietniowym maratonem. W tamtym czasie podejmowałem największe obciążenia biegowe i siłowe w życiu. Z tygodnia na tydzień stawałem się coraz bardziej odporny na zmęczenie, coraz silniejszy i szybszy. Miałem wrażenie, że gdybym chciał, mógłbym biec bez końca. Dziś nie czuję się tak bardzo nieśmiertelny.

Nie żałuję też tego treningowego rozluźnienia. Jutrzejszy wynik może być dobrą wskazówką do dalszych treningów. Może wiosną trenowałem za mocno? Czy bez biegów >30km ( ostatni był 2 lipca ) można sensownie pobiec?

Nie wiem, jaki rezultat zobaczę jutro, przekraczając linię mety na gdańskiej starówce. Liczę na <2:45 i takim tempem (3:55) wystartuję. Być może przyspieszę w drugiej połowie, o ile będzie „z czego”. Mam cichą nadzieję, że nogi nie zapomniały jeszcze wiosennego treningu. Nie nastawiam się jednak na atak na życiówkę z kwietnia, a na dobre i nagradzane miejsce w kategorii open. Może znów uda się wygrać kolejny weekend w Cetniewie?? 🙂

Pogoda jak na Maraton Solidarności, będzie rozpieszczać. 14-20°C, lekka bryza, słonecznie. Polecam naprawdę lekki strój startowy i polewanie wodą na punktach nawadniania. Pamiętajcie też, że jutro wielu ludzi przyjdzie kibicować na trasie – dobry nastrój i uśmiech od ucha do ucha – obowiązkowy!